W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Niech łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa, który zstąpił w nasze człowieczeństwo, aby nas podnieść do chwały, będzie z wami wszystkimi.
Panie, który zstąpiłeś w otchłań naszego cierpienia, zmiłuj się nad nami. Chryste, który jesteś naszą jedyną nadzieją w czasie próby, zmiłuj się nad nami. Panie, który prowadzisz nas ku pełnej dojrzałości w Tobie, zmiłuj się nad nami.
Pamiętacie ten moment, gdy Ben siedział przy swoim elektronicznym zestawie perkusyjnym, całkowicie pochłonięty rytmem, a obok niego, niemal wtulony, siedział Ryan, starając się nadążyć za bratem? To był obraz czystej harmonii. W tym małym, domowym studio, w tym dzieleniu się radością muzyki, kryła się prawda o tym, jak Bóg buduje swoje Ciało. Święty Paweł w dzisiejszym Liście do Efezjan mówi nam, że zostaliśmy obdarowani według miary daru Chrystusa. Każdy z nas jest jak jeden z tych instrumentów – niepowtarzalny, niezbędny do tego, by muzyka miłości mogła wybrzmieć w pełni. Paweł pisze: „z każdego, z którego całe Ciało, zaopatrywane i utrzymywane w całości dzięki połączeniom i wiązaniom, rośnie wzrostem Bożym”.
To jest klucz do zrozumienia naszego życia, szczególnie w dniach, gdy wydaje się ono rozbite. Ciało Chrystusa rośnie nie przez wielkie, spektakularne czyny, ale przez to, że każda „więź” – każda nasza relacja, każda chwila czułości, każda łza wylana z miłości – pełni swoją funkcję. Ben był taką żywą, promienną więzią w waszym życiu. Jego ciekawość, jego „Con Chim Airlines”, jego zdolność do zachwytu nad światem, to wszystko nie było przypadkowe. To były dary, które budowały waszą rodzinę, które czyniły ją silniejszą, głębszą, bardziej ludzką.
Jednak dzisiaj, w Ewangelii, słyszymy trudne słowa Jezusa. Mówi o Galilejczykach, których krew zmieszano z krwią ofiar, i o tych, na których runęła wieża w Siloam. Jezus odrzuca pokusę myślenia, że ich cierpienie było karą za grzechy. „Czy myślicie, że byli oni większymi grzesznikami niż inni? Bynajmniej!”. To jest ten moment, w którym musimy się zatrzymać. Ileż razy w ciszy waszego domu, Alanie, Thao, Ryanie, w te długie wieczory, gdy pamięć o Benie wraca z siłą, której nie da się opanować, pojawiało się to ciche, dręczące pytanie? „Czy mogłem coś zrobić? Czy to moja wina? Czy gdybym był bardziej uważny, czy gdybym zauważył wcześniej…”.
Chcę, abyście dzisiaj usłyszeli to wyraźnie: Bóg nie wysyła cierpienia jako kary. Choroba, która zabrała Benjamina, nie była wynikiem jakiegokolwiek waszego błędu. Nie szukajcie winy tam, gdzie jej nie ma. Bóg nie oskarża was – On płacze razem z wami. On nie patrzy na was przez pryzmat tego, co zostało niedopowiedziane czy niedopatrzone. On patrzy na waszą miłość, która była tak wielka, że wciąż boli. Jesteście niewinni. Jesteście kochani. Nie dajcie się zwieść oskarżycielowi, który chce, byście żyli w cieniu fałszywego poczucia winy. To nie jest Boży głos. Boży głos to ten, który mówi: „Jesteście moimi umiłowanymi, w was mam upodobanie”.
Jezus w Ewangelii opowiada przypowieść o drzewie figowym. „Panie, zostaw je jeszcze na ten rok… może wyda owoc”. To jest obraz Boga, który jest cierpliwy, który pielęgnuje ziemię wokół nas, gdy czujemy się jak uschnięte drzewa. On nie wycina, On nie przekreśla. On nawozi, On podlewa, On czeka. Nawet w waszym bólu, Bóg nie przestał działać. On wciąż „uprawia” wasze serca, pozwalając, by z tej ziemi, która wydaje się jałowa, wyrosło nowe życie. Może to życie objawia się w małych gestach – w tym, że Ryan potrafi się uśmiechnąć, w tym, że potraficie wspólnie wspomnieć Bena bez rozpaczliwego krzyku, w tym, że chcecie czynić dobro w jego imię.
Ben był jak to drzewo, które wydało owoc obfity, choć tak krótko rosnące. Pamiętacie, jak chciał oddać całą swoją skarbonkę dla wujka Williama? To nie był tylko gest dziecka. To był owoc dojrzałej miłości, która nie zna granic. On był „dojrzałym mężem”, o którym mówi Paweł, nie według lat, ale według miary miłości Chrystusa. Ten chłopiec, który z taką pasją kodował swoje gry i marzył o lataniu, uczył was – i uczy nas wszystkich – że życie nie mierzy się długością, ale głębią oddania.
Ryanie, bracie, ty jesteś teraz tym, który niesie tę pamięć w szczególny sposób. Ty jesteś częścią tego samego Ciała, o którym mówi Paweł. Nie bój się żyć, nie bój się marzyć o swoich własnych „samolotach”. Ben nie chce, żebyś zatrzymał się w miejscu. On chce, żebyś żył pełnią, żebyś był szczęśliwy, żebyś pozwalał tej miłości, którą między wami była, płynąć dalej. On jest przy Bogu, w tym „Banquet of Heaven”, o którym wiemy, że jest miejscem, gdzie każda tęsknota zostaje zaspokojona.
Nie szukajcie odpowiedzi w przeszłości, nie szukajcie winy w tym, co było. Spójrzcie na siebie nawzajem. Jesteście dla siebie największym darem. Niech każdy wasz wspólny posiłek, każda rozmowa, każde wspomnienie będzie wyrazem wdzięczności za to, że Ben był z wami. On nie odszedł w nicość. On przeszedł przez próg, za którym kiedyś wszyscy się spotkamy. A do tego czasu, żyjcie tak, jak on żył: z otwartym sercem, bez lęku, wiedząc, że cokolwiek by się nie działo, jesteście w rękach Boga, który jest bogaty w miłosierdzie.
Kiedy dzisiaj wrócicie do domu, zróbcie jedną małą rzecz. Niech to będzie akt czuwania w miłości. Może to być chwila ciszy, w której po prostu podziękujecie Bogu za to, że mieliście Bena w swoim życiu. Może to być gest życzliwości wobec kogoś, kto potrzebuje wsparcia – tak jak Ben chciał pomóc wujkowi. Niech wasza miłość będzie waszą lampą. Nie bójcie się żyć, nie bójcie się marzyć. Niech pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum, strzeże waszych serc i waszych myśli w Chrystusie Jezusie. On was nie opuści. On was prowadzi. On was kocha. I to musi wam wystarczyć, by przeżyć kolejny dzień, by odnaleźć nadzieję w tym, co wydaje się beznadziejne. On jest tuż obok, w każdym waszym oddechu, w każdej waszej łzie, w każdym waszym uśmiechu. Niech tak się stanie.
For the intentions entrusted to Ben on our prayer wall:
At the Savior’s command and formed by divine teaching, we dare to say:
Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom, i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Amen.
Niech Pan wam błogosławi i strzeże was, niech rozpromieni oblicze swe nad wami i obdarzy was pokojem. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.
✝ Niech was błogosławi Bóg wszechmogący: Ojciec i Syn, i Duch Święty. Amen.