W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Gromadzimy się dzisiaj przed Obliczem Panien i w obecności niebiańskich zastępów, aby powierzyć Bogu nasze serca, naszą pamięć i całe nasze życie.
Panie, który posyłasz swoich posłańców, aby nas strzegli, zmiłuj się nad nami. Chryste, który znasz każde ludzkie serce aż do głębi, zmiłuj się nad nami. Panie, który otwierasz przed nami niebiosa, zmiłuj się nad nami.
Wyobraźcie sobie na moment coś bardzo cichego. Nie salę wykładową, nie biuro pełne migających ekranów, ani nawet terminal lotniska, gdzie tak bardzo lubiliście spędzać czas. Wyobraźcie sobie dom, w którym nagle zapada noc, a wy stajecie w korytarzu i patrzycie na rząd butów stojących równo przy drzwiach. Te małe, sportowe buty. Nike, które jeszcze niedawno biegły przez boisko do badmintona, które stawiały kroki na kamiennych brukach Paryża czy Rzymu. Teraz stoją nieruchomo. I ta cisza, która się wokół nich rozlewa, nie jest po prostu brakiem dźwięku. To jest ciężar. To jest fizyczny, namacalny brak kogoś, kto jeszcze przed chwilą zbiegał po schodach ze swoim radosnym „Good morning, Dad”. Mija właśnie trzeci miesiąc, Alanie i Thao, od dnia, kiedy Benjamin poszedł do Boga. Trzy miesiące, które dla waszego świata oznaczają nieustające zmaganie się z grawitacją żałoby, z pytaniem, dlaczego bieg tak wspaniałego, jasnego życia został nagle zatrzymany.
Popatrzmy dzisiaj na jedno konkretne wyobrażenie, które przewija się przez dzisiejsze Słowo Boże. To jest obraz drabiny, drogi, która łączy ziemię z niebem. W proroctwie Daniela widzimy trony płonące ogniem, tysiące tysięcy sług stojących przed Starożytnym, i Tego, który przychodzi na obłokach. A w Ewangelii Jezus mówi do Nathanaela coś zdumiewającego: „Ujrzycie niebiosa otwarte i aniołów Bożą wstępujących i zstępujących na Syna Człowieczego”. Zauważcie ten ruch. Aniołowie nie unoszą się tam w próżni; oni chodzą tam i z powrotem. Niebo nie jest za grubą, nieprzeniknioną kurtyną. Jest otwarte. I właśnie tam, w tej świetlistej przestrzeni, spoczywa teraz nasz drogi Ben.
Musimy dzisiaj nazwać tę prawdę z całą czułością, ale i z całą stanowczością, bo wiemy, jak bardzo serce potrafi się biczować w ciszy nocy. Alanie, Thao, wiem, że wracacie myślami do tamtych miesięcy, szukając winy, zadając sobie pytania, czy czegoś nie zauważyliście, czy można było zrobić inaczej. Chcę wam dzisiaj powiedzieć coś w imieniu Boga: choroba, która zabrała Benjamina, nie była karą. Nie była wynikiem żadnego waszego zaniedbania. Nikt z was nie mógł tego przewidzieć, nikt nie mógł tego powstrzymać. Bóg nie wysyła cierpienia, by karać dzieci, i nie szuka winnych tam, gdzie ludzkie siły po prostu się kończą. Zdejmijcie ten kamień z serca. Byliście dla niego wszystkim – jego domem, jego „idealną czwórką” z Ryanem, jego radością. Jesteście wolni od tego ciężaru. Bóg nie oskarża was ani nie obwinia; On płacze razem z wami, trzymając Bena w swoich ramionach.
Pamiętacie, jak Benjamin patrzył na świat? Był chłopcem o umyśle tak niezwykłym, że w czwartej klasie rozwiązywał zadania ósmoklasistów, a w wieku czternastu lat nurkował w świecie chmur AWS, programowania i technologicznych wizji. Ale to nie matematyka ani kod definiowały Bena. To była jego niesamowita łagodność. Ten chłopiec, który w wieku dwunastu lat płakał na urodzinach taty z lęku, że go straci, bo tak bardzo go kochał. Ten sam chłopiec, który pewnego dnia, zupełnie unprompted, bez żadnego rozbijania skarbonek czy wielkich gestów, po prostu powiedział mamie i tacie, że chce oddać całe swoje oszczędności, by pomóc wujkowi Williamowi walczącemu z udarem. Nie musiał tej skarbonki rozbijać – liczyła się czysta intencja serca, które nie znało egoizmu. Czyż to nie przypomina Nathanaela z dzisiejszej Ewangelii? Jezus patrzy na niego i mówi: „Oto prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu”. W Benie nie było podstępu. Była tylko czysta, przejrzysta dobroć.
A potem przychodzi ten moment, ten zakręt, w którym Słowo Boże spotyka nasze codzienne łzy. Ben kochał lotnictwo. Marzył o „con chim airlines”, opowiadał o tym z takim chłopięcym, zaraźliwym chichotem, który rozweselał cały dom. Znał modele samolotów na pamięć. A teraz, kiedy patrzymy w niebo, czujemy ten ból, o którym tata mówił, wspominając sny – te chwile, kiedy Ben wydaje się być tak blisko, a jednocześnie tak daleko, pytając z nutą żalu: „Ba ơi, test nào con cũng qua hết. Con tự thở được bình thường mà… sao con lại bị như vầy?”. Te słowa z snu to echa ludzkiej bezradności wobec tajemnicy życia i śmierci. Ale spójrzcie, co działo się dalej w tym śnie: Ben w końcu mówi: „Nie przejmuj się, będę czuwał nad mamą i tatą”.
Ryanie, ty wiesz najlepiej, jaki był twój brat. Ty znasz te wszystkie wspólne chwile, wspólne przejażdżki na kolejkach górskich, o których śnisz, te karty z samolotami, które wsuwasz do etui telefonu, żeby były z tobą wszędzie. Nie bój się żyć, nie bój się marzyć głośno. Twój brat chce, żebyś leciał wysoko. Ta więź między wami nie została przecięta przez śmierć; ona została przeniesiona w wieczność.
Alanie, Thao, Ryanie, archaniołowie, których święto dzisiaj obchodzimy – Michał, obrońca w walce; Gabriel, zwiastun dobrej nowiny; Rafael, ten, który leczy rany i prowadzi podróżnych – niech będą dzisiaj waszymi przewodnikami. Kiedy pijecie poranną kawę, kiedy wracacie do domowych obowiązków, pamiętajcie: Ben nie zniknął. On jest w „teraz” Boga, tam, gdzie nie ma już żadnych testów, żadnego bólu, żadnego szpitalnego łóżka, tylko wieczne światło i radość przy „Banquet of Heaven”.
Idźcie dzisiaj do domu i zróbcie jedną małą rzecz – spójrzcie w niebo, tam gdzie przelatuje samolot, uśmiechnijcie się przez łzy i powiedzcie cicho: „Ben, kochamy cię, do zobaczenia”. Bóg trzyma was w swoich rękach i On nie wypuści was nigdy. Amen.
For the intentions entrusted to Ben on our prayer wall:
At the Savior’s command and formed by divine teaching, we dare to say:
Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom, i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Amen.
Niech Pan wam błogosławi i niech wam strzeże. Niech rozjaśni nad wami swoje oblicze i obdarzy was swoim pokojem. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
✝ Niech was błogosławi Bóg wszechmogący: Ojciec i Syn, i Duch Święty. Amen.