W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Niech łaska i pokój od Boga, naszego Ojca, będą z wami wszystkimi.
Panie, który znasz nasze serca i nasze zranienia, zmiłuj się nad nami. Chryste, który jesteś naszą nadzieją w chwilach największej ciemności, zmiłuj się nad nami. Panie, który obiecujesz, że każdy, kto pełni wolę Ojca, jest Twoim bratem i siostrą, zmiłuj się nad nami.
Patrząc na dzisiejsze pierwsze czytanie z Księgi Przysłów, uderza nas obraz, który jest jednocześnie kojący i pełen powagi: „Jak strumień jest serce króla w ręku Pana; dokąd chce, kieruje je”. Wyobraźcie sobie ten strumień. Nie jest to rwąca, niszczycielska rzeka, ale woda, która płynie z jasnym celem, prowadzona przez kogoś, kto zna każdy zakręt terenu, każde wzniesienie i każdą dolinę. To obraz zaufania. Często w naszym życiu, zwłaszcza w chwilach, gdy grunt usuwa się nam spod nóg, czujemy się jak łodzie porwane przez nieprzewidywalny nurt. Szukamy stabilności, szukamy kontroli, a jednak zdarza się, że nurt życia prowadzi nas tam, gdzie nigdy nie chcieliśmy się znaleźć.
Benjamin Vo, nasz drogi Ben, był chłopcem, który kochał porządek. Kochał logikę matematyki, kochał precyzję kodu, który pisał, kochał strukturę lotnictwa. Kiedy myślał o swoim wymarzonym 'con chim airlines', nie widział chaosu. Widział lot, który ma swój cel, swoją trasę, swoje bezpieczne lądowanie. Ben był jak ten strumień – czysty, nieustannie dążący do przodu, ciekawy świata, który rozciągał się przed nim jak mapa pełna możliwości. Pamiętacie go, jak z tą swoją niezwykłą, dziecięcą pasją wpatrywał się w niebo, obserwując Boeingi? W tym spojrzeniu nie było lęku. Było pragnienie odkrywania. Był w nim ten sam duch, który prowadzi strumień do źródła.
Musimy jednak dzisiaj stanąć w prawdzie przed tym, co boli. Kiedy życie kończy się tak przedwcześnie, jak u Bena, nasze serca buntują się przeciwko temu „strumieniowi”. Chcielibyśmy zatrzymać wodę, zbudować tamę, powiedzieć: „Nie, jeszcze nie teraz”. Alanie, Thao, Ryanie, wiem, że od czerwca te trzy miesiące są jak niekończąca się wędrówka przez wyschniętą ziemię. Wiem, że szukacie Bena w każdym wspomnieniu, w każdym dźwięku, w każdym przedmiocie, który zostawił na biurku. Szukacie sensu w tym, co wydaje się bezsensowne.
Chcę wam dzisiaj powiedzieć coś, co musi przebić się przez każdą waszą wątpliwość, która czasem zakrada się w ciszy nocy. Choroba, która dotknęła Bena, nie była karą. Nie była wynikiem waszego niedopatrzenia. Nie jest klęską waszego rodzicielstwa. Byliście dla niego całym światem. Daliście mu miłość tak silną, tak czystą, że nawet śmierć nie mogła jej zniszczyć. Zdejmijcie ten ciężar z ramion. Nie oskarżajcie się o to, co było poza ludzką kontrolą. Bóg was nie oskarża. On nie szuka winnych w tym, co nas przerasta. On nie wysyła choroby, by nas ukarać. On jest Tym, który płacze razem z nami, gdy nurt życia staje się zbyt gwałtowny.
W Ewangelii słyszymy dzisiaj słowa, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się zdystansowane: „Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je”. Jezus nie odrzuca swojej rodziny. On poszerza definicję rodziny. On mówi nam, że więź z Bogiem jest tak głęboka, że staje się naszą najprawdziwszą tożsamością. Ben, w swoim krótkim, ale tak intensywnym życiu, wypełnił to słowo. Był chłopcem o sercu tak otwartym, że chciał oddać wszystko, co posiadał – tę swoją słynną skarbonkę – by ratować wujka. Nie musiał jej rozbijać, nie musiał jej opróżniać. Liczył się sam gest. Ta gotowość, by postawić drugiego człowieka wyżej niż własne oszczędności, to jest właśnie „słuchanie słowa Bożego i wypełnianie go”. To jest czysta miłość, która jest silniejsza niż śmierć.
Ryanie, mój drogi, ty znasz Bena najlepiej. Ty wiesz, że ta więź, którą mieliście, nie została przecięta. Ona została wzięta w opiekę przez Boga. Kiedy czujesz tęsknotę, pamiętaj o tym, co Ben ci zostawił: o swojej ciekawości, o swoim uśmiechu, o tej niesamowitej zdolności do zachwytu nad światem. Nie bój się żyć, nie bój się marzyć. Twój brat chce, żebyś latał wysoko, tak jak sam marzył, by latać. Każdy twój uśmiech, każdy twój sukces jest jak ta woda, która płynie z tej studni w Cà Mau, którą w jego imieniu postawiono dla spragnionych. To jest życie, które nie ustaje. To jest miłość, która wciąż pracuje w świecie.
Alanie i Thao, kiedy czujecie, że ból was przygniata, pomyślcie o tym, jak Ben patrzył na was. Z miłością, z szacunkiem, z dumą. On nie patrzył na was przez pryzmat tego, co mogliście zrobić lepiej. On patrzył na was jako na swoich rodziców, jako na swój dom. Ta miłość, którą mu daliście, jest teraz jego wiecznym wianem. Ona nie wyparowała. Ona jest z nim w niebie. I kiedy wy dzisiaj, w trudzie codzienności, wykonujecie najprostsze czynności – parzycie kawę, idziecie do pracy, dbacie o dom – róbcie to z tą świadomością, że Ben jest blisko. Niech każdy wasz gest dobroci, każda chwila cierpliwości będzie jak ten olejek, który kobieta wylała na stopy Jezusa. To jest wasz sposób na bycie blisko niego.
Bóg nie chce, abyście byli więźniami własnego bólu. On chce, abyście byli wolni. Niech ten pokój, który przewyższa wszelki rozum, strzeże waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie. Pamiętajcie, że Bóg nie jest Bogiem umarłych, ale żywych. Ben jest w Jego „teraz”. Jest w miejscu, gdzie nie ma już żadnego bólu, żadnej choroby, żadnego lęku. Jest w miejscu, gdzie wreszcie może latać bez żadnych ograniczeń.
Idźcie dzisiaj do domu i zróbcie jedną małą rzecz. Może to będzie chwila ciszy, może spojrzenie w niebo, może uśmiech do kogoś, kto też stoi na rynku i czeka na nadzieję. Niech to będzie wasz sposób na powiedzenie: „Ben, pamiętam. Ben, kocham. Ben, do zobaczenia”. Niech ta myśl was niesie. Nie jesteście sami. Nigdy nie byliście. On was kocha, a Bóg, który jest Panem czasu i wieczności, trzyma was za rękę. Niech Jego pokój, który przewyższa wszelki rozum, będzie z wami zawsze. Amen.
For the intentions entrusted to Ben on our prayer wall:
At the Savior’s command and formed by divine teaching, we dare to say:
Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom, i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Amen.
Niech Pan nas błogosławi, niech nas strzeże od wszelkiego zła i doprowadzi nas do życia wiecznego. Amen.
✝ Niech was błogosławi Bóg wszechmogący: Ojciec i Syn, i Duch Święty. Amen.