W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Niech pokój i łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa będą z wami wszystkimi.
Panie, który znasz nasze serca, zmiłuj się nad nami. Chryste, który jesteś naszą nadzieją w chwilach ciemności, zmiłuj się nad nami. Panie, który obiecujesz nam życie wieczne, zmiłuj się nad nami.
Pamiętacie ten moment, gdy Benjamin, z tą swoją dziecięcą, a zarazem tak bardzo skupioną pasją, siadał przed ekranem, by budować coś nowego, coś, co miało w sobie cząstkę jego geniuszu? Pamiętacie ten błysk w jego oku, gdy opowiadał o swoich projektach, o tych marzeniach, które w jego wyobraźni miały łączyć ludzi, jak choćby jego wymarzone „Con Chim Airlines”? To nie była tylko zabawa w kodowanie czy planowanie lotów. To był sposób, w jaki Ben dotykał świata, w jaki szukał w nim sensu, w jaki chciał zostawić po sobie ślad dobra. Dziś, kiedy stajemy przed Słowem Bożym, to pragnienie Bena – by budować, by tworzyć, by wybiegać myślą w przyszłość – staje się dla nas drogą do zrozumienia, czym jest prawdziwa wolność, o której pisze św. Paweł.
Paweł w Liście do Galatów mówi nam: „Dla wolności Chrystus nas wyswobodził”. To mocne słowa. Często myślimy o wolności jako o możliwości robienia tego, co chcemy, kiedy chcemy. Ale Paweł mówi o czymś głębszym – o byciu „dziećmi obietnicy”. Ben, w swojej krótkiej, ale tak intensywnej ziemskiej wędrówce, rozumiał coś, co nam często umyka. On nie szukał wolności w ucieczce od trudności. On szukał jej w dawaniu siebie. Pomyślcie o tym momencie, kiedy z taką naturalną prostotą, bez wahania, chciał oddać całą swoją skarbonkę, by pomóc wujkowi Williamowi. To był gest kogoś, kto jest naprawdę wolny – wolny od przywiązania do rzeczy, wolny od lęku, wolny od egoizmu. To była wolność, która płynęła prosto z jego serca, z tej „dobrej ziemi”, którą Bóg przygotował w nim od pierwszej chwili jego życia.
Dzisiejsza Ewangelia stawia przed nami obraz, który może wydawać się surowy. Jezus mówi o pokoleniu, które „szuka znaku”, a nie dostaje żadnego, „prócz znaku Jonasza”. Ludzie chcieli dowodów, chcieli spektakularnych cudów, chcieli czegoś, co zaspokoi ich ciekawość lub lęk. A Jezus kieruje ich wzrok na nawrócenie, na zmianę serca. Czyż nie tak często i my dzisiaj, Alanie, Thao, Ryanie, szukamy „znaków”? Szukamy odpowiedzi na pytanie: „Dlaczego?”. Szukamy potwierdzenia, że Bóg jest blisko, w tej ciszy, która wypełnia wasz dom od trzynastego czerwca. Szukamy znaku, który ukoi ten ból, który sprawia, że rano trudno wstać, a wieczorem trudno zasnąć.
Chcę wam dzisiaj powiedzieć coś bardzo ważnego: nie szukajcie odpowiedzi w „znakach” na zewnątrz. Szukajcie ich w tej miłości, która wciąż w was żyje. Bo to jest właśnie „znak Jonasza” – znak życia, które wyłania się z ciemności. Ben nie jest już w szpitalu, nie jest już w ciele, które go ograniczało. On jest w „Banquet of Heaven”, w miejscu, gdzie każda jego ciekawość jest zaspokojona, gdzie każde jego pytanie znajduje odpowiedź w świetle Bożego oblicza. Czy to nie jest paradoks, że ten, który tak kochał samoloty i marzył o lataniu, teraz „wleciał” do wieczności, gdzie nie ma już żadnych granic? Jego geniusz, jego uśmiech, jego zdolność do kochania – to wszystko nie wygasło. To zostało wchłonięte przez Miłość, która jest silniejsza niż śmierć.
Wiem, że nosicie w sercach ciężar, który czasem wydaje się nie do udźwignięcia. Słyszę, jak w waszych wspomnieniach wracacie do tych chwil, gdy Ben był przy was – jak ten wspólny czas w Bangkoku, gdy z taką radością próbował pikantnego Pad Thai, śmiejąc się i płacząc jednocześnie. To był Ben – chłopiec, który kochał życie w każdym jego smaku, nawet w tym trudnym. Chcę wam dzisiaj powiedzieć z całą stanowczością: zdejmijcie z serc kamień winy. Choroba, która zabrała Benjamina, nie jest wynikiem żadnego waszego błędu. Nie jest klęską waszego rodzicielstwa. Nie przegapiliście żadnego sygnału, nie zawiedliście w żadnej trosce. Bóg nie wysyła cierpienia jako kary. On nie szuka winnych w tym, co jest poza ludzką kontrolą. Jesteście niewinni. Jesteście kochani. Bóg nie oskarża was o nic; On płacze razem z wami i trzyma was w swoich ramionach tak, jak matka trzyma swoje dziecko. Nie pozwólcie, by fałszywy głos winy kradł wam pokój, który Chrystus przyszedł wam dać.
Ryanie, ty jesteś bratem, który pamięta najwięcej. Twój brat patrzy na ciebie z nieba z taką samą dumą, z jaką patrzył na ciebie, gdy razem odkrywaliście świat. On chce, żebyś latał wysoko. On chce, żebyś żył, żebyś się śmiał, żebyś był odważny. Każdy twój uśmiech, każda twoja chwila radości jest kontynuacją tego, co Ben zaczął. Nie bój się żyć pełnią życia, bo to jest najpiękniejszy hołd, jaki możesz mu złożyć. Pamiętajcie o tym, co napisał kiedyś wasz tata: o tych wszystkich gestach miłości, o tej studni w Cà Mau, która w imieniu Bena daje życie innym. To jest życie, które płynie dalej. To jest miłość, która nie została zatrzymana przez śmierć. Ben wciąż działa w tym świecie, wciąż jest częścią waszej rodziny, wciąż jest w „teraz” Boga.
Jezus mówi dzisiaj: „Jest tu coś większego niż Jonasz”. Coś większego niż nasze pytania, coś większego niż nasz ból, coś większego niż śmierć. To jest obecność Boga, który obiecuje, że żadna łza nie zostanie zapomniana. Czy potraficie zaufać, że Ben jest w dobrych rękach? Że ta jego ciekawość, to jego pragnienie odkrywania świata, teraz znajduje swoje spełnienie w nieskończoności? Niech to będzie wasza siła. Niech to będzie wasze „uzbrojenie”, które nie zawodzi, bo pochodzi od Tego, który zwyciężył śmierć.
Chciałbym, abyście dzisiaj, wychodząc z tego miejsca, zrobili jedną małą rzecz. Niech to będzie akt ufności. Może to będzie chwila, w której spojrzycie w niebo i zamiast szukać odpowiedzi na „dlaczego”, po prostu podziękujecie Bogu za to, że mieliście Bena. Niech to będzie wasz sposób na powiedzenie: „Ben, kochamy. Pamiętamy. Do zobaczenia”. Bóg, który jest Panem czasu, trzyma was w swoich ramionach. On nigdy was nie wypuści. On jest z wami w każdym oddechu, w każdym wspomnieniu, w każdym dniu, który przed wami. Niech Jego pokój, który przewyższa wszelki rozum, strzeże waszych serc i myśli. On jest waszym Ojcem, a wy jesteście Jego ukochanymi dziećmi. Niech ta nadzieja będzie waszą siłą, niech ona będzie waszym „uzbrojeniem”, które nie zawodzi, bo pochodzi od Tego, który zwyciężył śmierć. Amen.
For the intentions entrusted to Ben on our prayer wall:
At the Savior’s command and formed by divine teaching, we dare to say:
Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom, i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Amen.
Niech Pan nas błogosławi, niech nas strzeże od wszelkiego zła i doprowadzi do życia wiecznego. Amen.
✝ Niech was błogosławi Bóg wszechmogący: Ojciec i Syn, i Duch Święty. Amen.