W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Niech łaska i pokój od Boga, naszego Ojca, i od Pana Jezusa Chrystusa będą z wami wszystkimi.
Panie, który przychodzisz do nas w nieoczekiwanej godzinie, zmiłuj się nad nami. Chryste, który powierzyłeś nam skarby swojej łaski, zmiłuj się nad nami. Panie, który jesteś naszym jedynym ratunkiem i mocą, zmiłuj się nad nami.
Spójrzcie na ten obraz: Ben w sklepie z modelami samolotów. Ma czternaście lat, stoi przed ścianą wypełnioną pudełkami, a na jego twarzy maluje się ten wielki, promienny uśmiech, w którym widać wszystkie jego marzenia, całą tę dziecięcą pasję do lotnictwa, do tych wszystkich Boeingów, które z taką uwagą śledził razem z tatą. W tamtej chwili, w tamtym sklepie, świat był dla niego otwarty, pełen obietnic, pełen „Con Chim Airlines”, które w swojej wyobraźni już dawno wzbiły się w przestworza. To był Ben: chłopak, który patrzył w niebo nie tylko z ciekawością badacza, ale z ufnością kogoś, kto czuje, że wszystko, co najpiękniejsze, jest jeszcze przed nim.
Dzisiaj słyszymy w Liście do Efezjan o „niezgłębionych bogactwach Chrystusa”. Święty Paweł mówi o tajemnicy, która została objawiona – o tym, że w Chrystusie wszyscy jesteśmy współdziedzicami, członkami jednego Ciała. Pomyślcie o tym: „niezgłębione bogactwa”. To nie są pieniądze, to nie są sukcesy w szkole, to nawet nie jest ten genialny umysł, który pozwalał Benowi rozwiązywać zadania z ósmej klasy, gdy był jeszcze w czwartej. Te bogactwa to obecność Boga, która nie kończy się wraz z ostatnim oddechem, która nie znika w chwili, gdy gasną światła tego świata.
Jezus w Ewangelii mówi dziś o czuwaniu: „Bądźcie podobni do ludzi oczekujących swego pana”. Często boimy się tego słowa – czuwanie. Kojarzy nam się z lękiem, z wypatrywaniem nieszczęścia, z nieustannym sprawdzaniem, czy aby na pewno wszystko jest w porządku. Ale spójrzcie na to inaczej. Czuwanie to nie jest lęk przed złodziejem, to jest gotowość na spotkanie z Przyjacielem. To jest postawa sługi, który wie, że jego pan jest dobry, że jego przyjście to nie kara, ale spełnienie wszystkich tęsknot.
Alanie, Thao, Ryanie… wiem, że od czterech miesięcy żyjecie w świecie, który wydaje się być w stanie nieustannego, bolesnego czuwania. Wiem, że w waszym domu, w tej ciszy, która wypełnia pokoje, wciąż słychać echo jego śmiechu, jego pytań o świat, jego pasji. Wiem, że są takie chwile – może to być widok samolotu na niebie albo dźwięk gry, którą sam kodował – gdy ból powraca z taką siłą, że trudno złapać oddech. Wiem, że w te długie wieczory, gdy serce jest najbardziej bezbronne, wraca to dręczące pytanie: „Czy coś przeoczyłem? Czy mogłem zrobić więcej? Czy gdybym zauważył coś wcześniej…”.
Chcę wam dzisiaj powiedzieć coś, co musi wybrzmieć z całą mocą, bo Bóg pragnie, byście byli wolni: zdejmijcie ten ciężar z ramion. Choroba, która zabrała Benjamina, nie była wynikiem waszego niedopatrzenia. Nie ma w tym żadnej waszej winy. Nie ma żadnego zaniedbania. To nie jest kara, to nie jest skutek jakiegoś błędu. To jest tajemnica kruchości, z którą Bóg mierzy się razem z wami. Bóg nie jest sędzią, który szuka błędów w waszej opiece czy miłości. On nie oskarża was – On płacze razem z wami i trzyma was za ręce, gdy czujecie, że grunt usuwa się spod nóg. Jesteście niewinni. Jesteście kochani.
Spójrzcie na Bena. On był chłopcem, który nie kalkulował. Pamiętacie, jak chciał oddać całą swoją skarbonkę, by pomóc wujkowi Williamowi? Nie rozbił jej, nie było to potrzebne, ale to pragnienie – to czyste, bezinteresowne „chcę oddać wszystko” – to jest właśnie ta postawa „wiernego sługi”, o której mówi Jezus. Ben nie czekał na „właściwy moment”. On po prostu kochał. Jego życie było jak to „czerpanie wody z radością ze źródeł zbawienia”, o którym śpiewamy w Psalmie. On czerpał z życia pełnymi garściami, bo jego serce było nastawione na dawanie, a nie na gromadzenie.
Ryanie, bracie, ty jesteś tym, który niesie tę pamięć w szczególny sposób. Ty wiesz, jak to jest dzielić z kimś marzenia o przyszłości, o tym, by zaparkować swoje „Con Chim Airlines” obok siebie. Nie bój się żyć, nie bój się uśmiechać. Twój brat jest przy tobie nie w tym, co zostało w przeszłości, ale w tym, co żyje w twoim sercu. On jest częścią twojego życia, w każdym twoim dobrym uczynku, w każdej twojej myśli. On nie jest „gdzieś tam” w dalekim niebie; on jest przy Bogu, który go stworzył na swój obraz. On jest w „Banquet of Heaven”, gdzie nie ma już żadnego lęku, żadnego bólu, żadnego „testu”, którego nie można przejść. On jest w domu.
Jezus mówi: „Much will be required of the person entrusted with much”. Benowi powierzono wiele. Powierzono mu niezwykły umysł, wrażliwe serce, dar przyjaźni, pasję do odkrywania świata. I on to wszystko zwrócił Bogu z nawiązką – swoim życiem, swoim uśmiechem, swoją gotowością do pomocy. On był „wiernym i roztropnym sługą”, który nawet w krótkim czasie przeżył pełnię miłości.
Nie szukajcie odpowiedzi w przeszłości, nie szukajcie winy w tym, co było. Spójrzcie na siebie nawzajem. Alanie, Thao, Ryanie – jesteście dla siebie nawzajem największym darem. Niech każdy wasz wspólny posiłek, każda rozmowa, każde wspomnienie będzie wyrazem wdzięczności za to, że Ben był z wami. On nie odszedł w nicość. On przeszedł przez próg, za którym kiedyś wszyscy się spotkamy. A do tego czasu, żyjcie tak, jak on żył: z otwartym sercem, bez lęku, wiedząc, że cokolwiek by się nie działo, jesteście w rękach Boga, który jest bogaty w miłosierdzie.
Kiedy dzisiaj wrócicie do domu, spróbujcie zrobić jedną małą rzecz. Niech to będzie akt czuwania w miłości. Może to być chwila ciszy, w której po prostu podziękujecie Bogu za to, że mieliście Bena w swoim życiu. Może to być mały gest życzliwości wobec kogoś, kto potrzebuje wsparcia – tak jak Ben chciał pomóc wujkowi. Niech wasza miłość będzie waszą lampą. Nie bójcie się żyć, nie bójcie się marzyć. Niech pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum, strzeże waszych serc i waszych myśli w Chrystusie Jezusie. On was nie opuści. On was prowadzi. On was kocha. I to musi wam wystarczyć, by przeżyć kolejny dzień, by odnaleźć nadzieję w tym, co wydaje się beznadziejne. On jest tuż obok, w każdym waszym oddechu, w każdej waszej łzie, w każdym waszym uśmiechu. Niech tak się stanie.
For the intentions entrusted to Ben on our prayer wall:
At the Savior’s command and formed by divine teaching, we dare to say:
Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom, i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Amen.
Niech Pan wam błogosławi i strzeże was w swoim pokoju. Idźcie w pokoju Chrystusa.
✝ Niech was błogosławi Bóg wszechmogący: Ojciec i Syn, i Duch Święty. Amen.