W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Niech łaska i pokój od Boga, naszego Ojca, będą z wami wszystkimi.
Panie, który przychodzisz, by nas wyzwolić, zmiłuj się nad nami. Chryste, który jesteś silniejszy od wszelkiego zła, zmiłuj się nad nami. Panie, który gromadzisz nas w swoim Królestwie, zmiłuj się nad nami.
Często myślimy o naszym życiu jako o budowli, którą wznosimy cegła po cegle. Staramy się, aby wszystko było uporządkowane, aby fundamenty były solidne, aby każdy element – od nauki, przez pracę, aż po nasze relacje – miał swoje miejsce. Patrzymy na to, co osiągnęliśmy, i wydaje nam się, że to my trzymamy klucze do naszego bezpieczeństwa. Ale dzisiejsza Ewangelia przynosi nam obraz, który burzy ten spokój. Jezus mówi o silnym człowieku, który w pełnym uzbrojeniu strzeże swojego pałacu. Wszystko wydaje się bezpieczne. Wszystko jest pod kontrolą. Aż do momentu, gdy pojawia się Ktoś silniejszy. Ktoś, kto nie pyta o pozwolenie, kto wchodzi, odbiera broń, na której polegaliśmy, i rozdziela łupy.
Zastanówmy się nad tym obrazem. Często czujemy się jak ten silny człowiek, który chce chronić swój dom, swoich bliskich, swoje życie. Chcemy, aby wszystko było przewidywalne. Ale życie, zwłaszcza w obliczu straty, uczy nas, że nie jesteśmy w stanie „uzbroić” się przeciwko każdemu cierpieniu. Alanie, Thao, przez te trzy miesiące od trzynastego czerwca, kiedy Ben odszedł do domu Ojca, wasz dom stał się przestrzenią, w której ta lekcja wybrzmiewa najgłośniej. Ben był chłopcem o niezwykłym umyśle. Pamiętacie, z jaką pasją zanurzał się w świat technologii, jak z ciekawością odkrywał świat, jak marzył o swoim „Con Chim Airlines”. Był jak młody inżynier życia, który chciał budować, rozumieć i latać wysoko. A jednak, życie tego genialnego, wrażliwego chłopca, który potrafił w swojej dobroci chcieć oddać całą swoją skarbonkę, by ratować wujka, nie zmieściło się w żadnym ludzkim planie czy zabezpieczeniu.
Czy to oznacza, że nasze wysiłki były na próżno? Czy to oznacza, że pałac naszego życia został zburzony? Święty Paweł w Liście do Galatów mówi nam dzisiaj coś, co jest jak balsam na to pytanie. Mówi, że to nie uczynki, nie nasze „uzbrojenie”, nie nasza siła, ale wiara czyni nas dziećmi Abrahama. „Sprawiedliwy z wiary żyć będzie”. To nie nasze starania, nie nasze przewidywanie, nie nasze „pilnowanie” sprawia, że jesteśmy bezpieczni przed Bogiem. To Jego obietnica. Chrystus stał się dla nas przekleństwem drzewa, aby błogosławieństwo Abrahama przeszło na nas. To jest ta „silniejsza moc”, o której mówi Jezus w Ewangelii. To nie jest moc, która niszczy, ale moc, która wyzwala z przekleństwa śmierci, z lęku przed końcem, z ciężaru, który tak często, niesłusznie, kładziemy na własne barki.
Chciałbym zatrzymać się przy jednym obrazie, który nosicie w sercu. Pamiętacie to wspomnienie, gdy Ben, z tym swoim charakterystycznym uśmiechem, z aparatami na zębach, dotykał brązowej płaskorzeźby Matki Bożej? Obok niego Ryan, a wy blisko nich. To był moment, w którym wiara nie była teorią, ale dotykiem. Ben, w swojej dziecięcej prostocie, szukał opieki. I ta opieka jest wciąż żywa. On nie jest już w szpitalu, nie jest już w ciele, które go ograniczało. On jest w tym „Banquet of Heaven”, o którym tak często myślimy. Czy to nie jest paradoks, że ten, który tak kochał samoloty i marzył o lataniu, teraz „wleciał” do wieczności, gdzie nie ma już żadnych ograniczeń? Jego ciekawość, jego genialny umysł, jego zdolność do kochania – to wszystko nie wygasło. To zostało wchłonięte przez Miłość, która jest silniejsza niż śmierć.
Chcę teraz powiedzieć coś bardzo ważnego do was, rodzice. Wiem, że w ciszy nocy, gdy wspominacie te wszystkie chwile – od wspólnych posiłków, przez podróże, aż po te ostatnie, tak trudne dni – w waszych sercach pojawia się szept: „Czy zrobiłem wszystko? Czy mogłem jeszcze coś przewidzieć?”. Alanie, Thao, słuchajcie mnie uważnie: choroba, która zabrała Benjamina, nie była wynikiem żadnego waszego błędu. Nie jest klęską waszego rodzicielstwa. Byliście dla niego całym światem, a on dla was. Bóg nie wysyła cierpienia jako kary. On nie szuka winnych w tym, co jest poza ludzką kontrolą. Nikt z nas nie jest panem każdego oddechu. Zdejmijcie ten kamień z serca – jesteście całkowicie niewinni i wolni od tego ciężaru. Bóg nie oskarża was o nic; On płacze razem z wami i trzyma was w swoich ramionach tak, jak matka trzyma swoje dziecko. Nie pozwólcie, by ten fałszywy głos winy kradł wam pokój, który Chrystus przyszedł wam dać.
Ryanie, ty jesteś bratem, który pamięta najwięcej. Twój brat patrzy na ciebie z nieba z taką samą dumą, z jaką patrzył na ciebie, gdy razem odkrywaliście świat. On chce, żebyś latał wysoko. On chce, żebyś żył, żebyś się śmiał, żebyś był odważny. Każdy twój uśmiech, każda twoja chwila radości jest kontynuacją tego, co Ben zaczął. Nie bój się żyć pełnią życia, bo to jest najpiękniejszy hołd, jaki możesz mu złożyć. Pamiętajcie o tym, co napisał kiedyś wasz tata: o tych wszystkich gestach miłości, o tej studni w Cà Mau, która w imieniu Bena daje życie innym. To jest życie, które płynie dalej. To jest miłość, która nie została zatrzymana przez śmierć. Ben wciąż działa w tym świecie, wciąż jest częścią waszej rodziny, wciąż jest w „teraz” Boga.
Jezus mówi dzisiaj: „Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie”. Być z Jezusem to znaczy pozwolić Mu wejść w nasz dom, nawet jeśli ten dom jest teraz pełen pustki. Pozwolić Mu być tym Silniejszym, który nie zabiera nam wspomnień, ale je przemienia w nadzieję. Nie szukajcie Bena w pustce po jego odejściu. Szukajcie go w świetle, które jest wokół was. Szukajcie go w każdym geście życzliwości, który wykonujecie w jego imieniu. Szukajcie go w pokoju, który przychodzi, gdy przestajecie walczyć z pytaniem „dlaczego” i zaczynacie ufać „Kto” go przyjął.
Chciałbym, abyście dzisiaj, wychodząc z tego miejsca, zrobili jedną małą rzecz. Niech to będzie akt ufności. Może to będzie chwila, w której spojrzycie w niebo i zamiast szukać odpowiedzi, po prostu podziękujecie Bogu za to, że mieliście Bena. Niech to będzie wasz sposób na powiedzenie: „Ben, kochamy. Pamiętamy. Do zobaczenia”. Bóg, który jest Panem czasu, trzyma was w swoich ramionach. On nigdy was nie wypuści. On jest z wami w każdym oddechu, w każdym wspomnieniu, w każdym dniu, który przed wami. Niech Jego pokój, który przewyższa wszelki rozum, strzeże waszych serc i myśli. On jest waszym Ojcem, a wy jesteście Jego ukochanymi dziećmi. Niech ta nadzieja będzie waszą siłą, niech ona będzie waszym „uzbrojeniem”, które nie zawodzi, bo pochodzi od Tego, który zwyciężył śmierć. Amen.
For the intentions entrusted to Ben on our prayer wall:
At the Savior’s command and formed by divine teaching, we dare to say:
Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom, i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Amen.
Niech Pan nas błogosławi, niech nas strzeże od wszelkiego zła i doprowadzi do życia wiecznego. Amen.
✝ Niech was błogosławi Bóg wszechmogący: Ojciec i Syn, i Duch Święty. Amen.