W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Niech łaska i pokój od Boga, naszego Ojca, będą z wami wszystkimi w ten dzień, w którym z ufnością zwracamy się do Maryi.
Panie, który uczysz nas modlitwy, zmiłuj się nad nami. Chryste, który jesteś naszym pokojem, zmiłuj się nad nami. Panie, który słyszysz każde nasze westchnienie, zmiłuj się nad nami.
Spójrzcie na dłonie, które trzymają różaniec. To nie jest tylko sznur paciorków; to jest nitka, która łączy ziemię z niebem, dłoń matki z dłonią dziecka. W dzisiejszej Ewangelii uczniowie podchodzą do Jezusa i proszą o jedną, najważniejszą rzecz: „Panie, naucz nas się modlić”. Nie proszą o moc czynienia cudów, nie proszą o władzę, nie proszą o wyjaśnienie tajemnic wszechświata. Proszą o modlitwę. Dlaczego? Bo widzieli, jak Jezus się modli. Widzieli, że kiedy On wchodzi w ciszę, kiedy klęka przed Ojcem, w Jego sercu dzieje się coś, co zmienia wszystko.
Zastanówmy się nad tym, co oznacza to „Ojcze nasz”. To nie jest formułka. To jest wejście w relację, w której nie ma już lęku. To jest uznanie, że nawet w środku największej burzy, w środku największego bólu, mamy do kogo zawołać „Tato”. Benjamin, nasz drogi Ben, znał tę relację. Pamiętacie, jak z taką naturalną, dziecięcą ufnością potrafił powiedzieć o swoim tacie, że jest „najlepszym tatą”, „zabawnym tatą”? Ta miłość, którą darzył swoich rodziców, była echem miłości, którą Bóg przelał w jego serce. Ben nie musiał być teologiem, by rozumieć, co znaczy być kochanym. On po prostu żył w tej miłości. Kiedy patrzymy na życie Benjamina – na jego błyskotliwy umysł, na jego pasję do technologii, na ten niezwykły, czysty odruch, by oddać wszystko, co miał, by ratować wujka – widzimy kogoś, kto już za życia rozumiał, co znaczy „przyjście Królestwa Bożego”.
Alanie, Thao, wiem, że od trzynastego czerwca wasze serca są jak ten ogród, który potrzebuje deszczu. Wiem, że w ciszy nocy, kiedy dom wydaje się zbyt pusty, a wspomnienie Benjamina – jego uśmiechu, jego głosu, gdy opowiadał o „Con Chim Airlines” – wraca z ogromną siłą, zadajecie to samo pytanie: „Dlaczego?”. Pytanie o sens cierpienia dziecka jest najstarszym i najboleśniejszym pytaniem ludzkości. Chcę wam dzisiaj powiedzieć coś, co jest prawdą głębszą niż wasz smutek: nie szukajcie w sobie winy. Choroba, która zabrała Benjamina, nie była wynikiem jakiegokolwiek waszego niedopatrzenia. Nie jest klęską waszego rodzicielstwa. Byliście dla niego całym światem, a on dla was. Bóg nie wysyła cierpienia, by karać, i nie szuka winnych w tym, co jest poza ludzką kontrolą. Nikt z nas nie jest panem każdego oddechu. Zdejmijcie ten kamień z serca – jesteście całkowicie niewinni i wolni od tego ciężaru. Bóg nie oskarża was ani nie obwinia; On płacze razem z wami i trzyma was w swoich ramionach tak, jak matka trzyma swoje dziecko.
Święty Paweł w dzisiejszym czytaniu mówi o czymś, co wydaje się bardzo ludzkie, a jednak jest święte: o wspólnocie. Mówi o tym, jak ważne jest, by nie biec na próżno, by trzymać się prawdy Ewangelii. Paweł nie boi się spierać z Piotrem, bo zależy mu na prawdzie. Nam też zależy na prawdzie. Chcemy wiedzieć, gdzie jest Ben. A prawda, którą daje nam dzisiejsza uroczystość, jest taka: Ben jest w sercu Maryi. Jest w „Banquet of Heaven”, w miejscu, gdzie nie ma już żadnych testów, żadnego bólu, żadnej niepewności. Kiedy Ryan myśli o swoim bracie, kiedy wy, rodzice, patrzycie na jego zdjęcia, nie szukajcie go w pustce. Szukajcie go w świetle, które jest wokół was. On jest w Bogu, a Bóg jest wszędzie. Ta więź, która was łączy, nie została przecięta. Ona jest teraz jak modlitwa różańcowa – niewidzialna, a jednak tak silna, że trzyma was przy życiu, gdy wydaje się, że nie macie już siły.
Ben był chłopcem, który nie bał się marzyć. Jego „Con Chim Airlines” nie były tylko zabawą. Były wyrazem ducha, który chce latać, który chce sięgać wysoko. Niech ten duch w was nie zgaśnie. Ryanie, twój brat chce, żebyś latał wysoko. Chce, żebyś żył, żebyś się śmiał, żebyś odkrywał świat. Każdy twój sukces, każda chwila twojej radości jest kontynuacją tego, co Ben zaczął. Nie bój się żyć pełnią życia, bo to jest najpiękniejszy hołd, jaki możesz mu złożyć.
Chcę, abyście dzisiaj, kiedy wyjdziecie z tego miejsca, zrobili jedną małą rzecz. Niech to będzie akt ufności. Może to będzie chwila ciszy, w której po prostu podziękujecie Bogu za to, że mieliście Bena. Może to będzie uśmiech do kogoś, kto też czuje się porzucony przy drodze. Niech to będzie wasz sposób na powiedzenie: „Ben, kochamy. Ben, pamiętamy. Ben, do zobaczenia”. Bóg, który jest Panem czasu, trzyma was w swoich ramionach. On nie wypuści was nigdy. Niech Jego pokój, który przewyższa wszelki rozum, strzeże waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie. On jest z wami, dzisiaj i zawsze. Amen.
For the intentions entrusted to Ben on our prayer wall:
At the Savior’s command and formed by divine teaching, we dare to say:
Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom, i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Amen.
Niech Pan wam błogosławi i niech was strzeże. Niech Jego oblicze jaśnieje nad wami i niech was obdarzy pokojem.
✝ Niech was błogosławi Bóg wszechmogący: Ojciec i Syn, i Duch Święty. Amen.