W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Niech łaska i pokój od Boga, naszego Ojca, i Pana Jezusa Chrystusa będą z wami wszystkimi.
Panie, który znasz nasze serca i nasze rany, zmiłuj się nad nami. Chryste, który jesteś naszą nadzieją pośród ciemności, zmiłuj się nad nami. Panie, który obiecujesz nam życie, które nie przeminie, zmiłuj się nad nami.
Wyobraźcie sobie kogoś, kto w środku nocy, przy świetle jednej, przygasającej lampy, próbuje uporządkować papiery, które rozsypały się na podłodze. Jest w tym pośpiech, jest w tym lęk, jest w tym gorączkowe sprawdzanie, co jeszcze można ocalić, zanim nadejdzie świt. To jest obraz, który Jezus rysuje w dzisiejszej Ewangelii – obraz zarządcy, który nagle staje przed prawdą o swoim życiu. Słyszymy o człowieku, który traci wszystko, co do tej pory było jego światem, jego bezpieczeństwem, jego definicją samego siebie.
Alanie, Thao, Ryanie… wiem, że te obrazy o „zdawaniu rachunku” i o „byciu usuniętym ze stanowiska” brzmią dziś w waszych uszach jak echo waszego własnego życia. Minęły cztery miesiące od dnia, gdy Benjamin, wasz ukochany syn i brat, odszedł do Domu Ojca. Wiem, jak wygląda ta rzeczywistość. Wchodzicie do jego pokoju, a tam wciąż unosi się duch chłopca, który nie tylko kodował w chmurze, ale który sam był jak jasny punkt na niebie. Szukacie go w ciszy. Pytacie, dlaczego to wszystko, co tak pieczołowicie budowaliście, co było waszym wspólnym światem – te wszystkie rodzinne podróże, te marzenia o „Con Chim Airlines”, ten genialny, chłonny umysł Benjamina – musiało zostać tak nagle przerwane. Pytacie, dlaczego Bóg, który jest Pasterzem, pozwolił na to, by jedna z Jego owiec odeszła tak wcześnie.
Święty Paweł w Liście do Filipian mówi nam dziś coś, co na pierwszy rzut oka może wydawać się surowe: „Wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego”. Paweł, człowiek o ogromnych ambicjach, nagle wyznaje, że to wszystko, co budujemy, by czuć się bezpiecznie, jest niczym w porównaniu z jedną relacją. A jednak, czy to oznacza, że nasze życie, nasze wspomnienia, nasza miłość do Benjamina, to wszystko jest „stratą”? Nie. Paweł mówi o celu. Mówi o tym, że nasze obywatelstwo jest w niebie. Mówi, że Chrystus „zmieni nasze ciało na podobne do swego chwalebnego ciała”.
Chciałbym zatrzymać się tutaj nad czymś, co wiem, że nosicie w sobie, spowite często milczeniem i bólem. Wiem, że w tych długich godzinach, kiedy zmęczenie miesza się z żalem, w waszych sercach pojawia się to ciche, dręczące oskarżenie: „Czy mogłem zrobić coś więcej? Czy gdzieś nie przeoczyliśmy jakiegoś znaku? Czy to moja wina?”. Słyszę to pytanie w zmęczonych oczach rodziców, którzy walczyli o każdy oddech, o każde uderzenie serca swojego dziecka. Chcę wam dzisiaj powiedzieć coś z całą powagą Ewangelii: zdejmijcie ten kamień z ramion. Choroba, która dotknęła Benjamina, nie była wynikiem jakiegokolwiek waszego błędu. Nie było w tym nic, co moglibyście przewidzieć, nic, co moglibyście zmienić. Bóg nie jest sędzią, który z notesem w ręku szuka winnych w waszym cierpieniu. On jest Ojcem, który płakał razem z wami przy każdym szpitalnym łóżku, który trzymał was za rękę, gdy wy już nie mieliście siły trzymać nikogo. Jesteście niewinni. Nie oskarżajcie siebie, bo Bóg was nie oskarża. Niektóre burze przychodzą w ludzkie życie poza jakąkolwiek kontrolą, a żadna ludzka czujność nie mogła ich zatrzymać. Przyjmijcie to uwolnienie jako dar. Bóg nie szuka winy; On szuka waszego serca, by je utulić.
Ben był chłopcem, który rozumiał, co to znaczy „dawać”. Pamiętacie ten moment, gdy mając zaledwie piętnaście lat, powiedział wam, że chciałby oddać całą swoją skarbonkę, by pomóc wujkowi Williamowi, który zmagał się ze skutkami udaru? Nie rozbił jej, nie trzeba było tego robić, bo wujek miał opiekę, ale liczył się sam gest – ten czysty, bezinteresowny odruch chłopca, który zapragnął oddać wszystko, co miał, by komuś innemu stało się lżej. To jest ta miłość, która nie pyta o kalkulację. To jest miłość, która odbija się w sercu Boga. To jest to, co Ben wniósł w ten świat – nie tylko swoje genialne kody, nie tylko swoje plany o „Con Chim Airlines”, ale tę gotowość oddania wszystkiego z miłości. Ta miłość nie skończyła się 13 czerwca. Ona wciąż pracuje w tym świecie.
Kiedy myślicie o tej czystej wodzie, która dzięki studni w dalekim Wietnamie płynie teraz dla ludzi spragnionych, albo o tych wszystkich cichych, ukrytych dobrych uczynkach spełnianych w jego imieniu, widzicie, że ziarno wrzucone w ziemię przynosi owoc. Ben jest teraz w tym wielkim zgromadzeniu – w „Banquet of Heaven” – tam, gdzie nie ma już żadnych trudnych testów, żadnego zmęczenia, żadnego szpitalnego łóżka. Jest w domu. Jest w ramionach Tego, który nie traci niczego, co Mu zostało dane.
A ty, Ryanie, bracie… wiem, jak bardzo tęsknisz za swoim starszym bratem, z którym dzieliłeś tyle chwil, tyle podróży, tyle wspólnych uśmiechów i marzeń o przyszłości. Nie bój się nosić w sobie tej pamięci. Twój brat patrzy na ciebie z nieba z tym swoim ciepłym uśmiechem i chce, żebyś szedł przez życie z podniesioną głową, odkrywając świat z taką samą pasją i ciekawością, jaką on w sobie nosił. Jesteście domem dla siebie nawzajem. Jesteście rodziną, którą Bóg trzyma w swoich dłoniach, nawet wtedy, gdy wydaje się wam, że te dłonie są puste.
Dzisiaj, kiedy wrócicie do domu, zróbcie jedną małą, prostą rzecz. Usiądźcie razem przy stole i zamiast pozwalać, by cisza was przygniosła, opowiedzcie sobie jedną, choćby najprostszą historię o Benie. Niech to wspomnienie nie będzie powodem do rozpaczy, ale dowodem na to, że miłość jest silniejsza niż śmierć. Bóg nie zostawił was samych. On jest tą skałą i tym pasterzem, który prowadzi was przez tę dolinę. Zaufajcie Mu. Pozwólcie, by Jego pokój ogarnął wasze serca dzisiaj i przez wszystkie dni, które przed wami. Niech to będzie wasze małe „tak” wobec Boga, który obiecuje, że wszystko, co kochamy, zostanie w Nim zachowane na wieki. Amen.
For the intentions entrusted to Ben on our prayer wall:
At the Savior’s command and formed by divine teaching, we dare to say:
Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom, i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Amen.
Niech Pan nas błogosławi, niech nas strzeże od złego i doprowadzi do życia wiecznego. Amen.
✝ Niech was błogosławi Bóg wszechmogący: Ojciec i Syn, i Duch Święty. Amen.