W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Niech łaska i pokój od Boga, naszego Ojca, będą z wami wszystkimi.
Panie, który szukasz tego, co zagubione, zmiłuj się nad nami. Chryste, który niesiesz nas na swoich ramionach do domu, zmiłuj się nad nami. Panie, który radujesz się z każdego powracającego serca, zmiłuj się nad nami.
Wyobraźcie sobie starą, drewnianą mapę, na której ktoś kiedyś nakreślił linie lotnicze, łączące miasta, których nazwy brzmiały jak obietnica przygody. Benjamin, nasz Ben, miał taką mapę w swoim umyśle – nie tylko tę fizyczną, z lotniskami w Tokio czy Pekinie, ale mapę świata, w którym każda maszyna, każdy Boeing 737, był dowodem na to, że człowiek potrafi wznieść się ponad to, co ciężkie i przyziemne. Ben kochał patrzeć w górę. Kochał ten moment, gdy samolot odrywa się od ziemi, zostawiając za sobą wszystko, co ograniczone.
Święty Paweł w dzisiejszym Liście do Filipian mówi nam coś, co na pierwszy rzut oka może wydawać się surowe, a nawet szokujące. Pisze: „Wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego”. Paweł, człowiek o ogromnych ambicjach, wykształcony, dumny ze swojego pochodzenia, nagle wyznaje, że to wszystko – te wszystkie „osiągnięcia”, te „gwarancje”, które budujemy, by czuć się bezpiecznie – jest niczym w porównaniu z jedną relacją.
Alanie, Thao, Ryanie… wiem, że te słowa o „uznawaniu za stratę” brzmią dziś w waszych uszach jak echo waszego własnego życia. Minęły cztery miesiące od dnia, gdy Benjamin odszedł do Domu Ojca. Wiem, jak wygląda ta rzeczywistość. Wchodzicie do jego pokoju, a tam wciąż unosi się duch chłopca, który nie tylko kodował w chmurze, ale który sam był jak jasny punkt na niebie. Szukacie go w ciszy. Pytacie, dlaczego ta „najwyższa wartość”, o której pisze Paweł, musiała wiązać się z tak niewyobrażalną dla was ceną. Pytacie, dlaczego Bóg, który jest Pasterzem, pozwolił na to, by jedna z Jego owiec odeszła tak wcześnie, tak nagle.
W Ewangelii słyszymy dziś o pasterzu, który zostawia dziewięćdziesiąt dziewięć owiec, by szukać tej jednej, która się zagubiła. I o kobiecie, która zapala lampę i wymiata kurz z każdego kąta, by odnaleźć jedną zgubioną monetę. Jezus nie mówi o statystyce. On nie mówi: „Mam ich wystarczająco dużo, więc jedna mniej nie robi różnicy”. On mówi o pasji. O miłości, która nie potrafi spocząć, dopóki to, co kochane, nie zostanie odnalezione.
Chciałbym zatrzymać się tutaj nad czymś, co wiem, że nosicie w sobie, spowite często milczeniem i bólem. Wiem, że w tych długich godzinach, kiedy zmęczenie miesza się z żalem, w waszych sercach pojawia się to ciche, dręczące oskarżenie: „Czy mogłem zrobić coś więcej? Czy gdzieś nie przeoczyliśmy jakiegoś znaku? Czy to moja wina?”. Słyszę to pytanie w zmęczonych oczach rodziców, którzy walczyli o każdy oddech, o każde uderzenie serca swojego dziecka. Chcę wam dzisiaj powiedzieć coś z całą powagą Ewangelii: zdejmijcie ten kamień z ramion. Choroba, która dotknęła Benjamina, nie była wynikiem jakiegokolwiek waszego błędu. Nie było w tym nic, co moglibyście przewidzieć, nic, co moglibyście zmienić. Bóg nie jest sędzią, który z notesem w ręku szuka winnych w waszym cierpieniu. On jest Ojcem, który płakał razem z wami przy każdym szpitalnym łóżku, który trzymał was za rękę, gdy wy już nie mieliście siły trzymać nikogo. Jesteście niewinni. Nie oskarżajcie siebie, bo Bóg was nie oskarża. Niektóre burze przychodzą w ludzkie życie poza jakąkolwiek kontrolą, a żadna ludzka czujność nie mogła ich zatrzymać. Przyjmijcie to uwolnienie jako dar. Bóg nie szuka winy; On szuka waszego serca, by je utulić.
Ben był chłopcem, który rozumiał, co to znaczy „dawać”. Pamiętacie ten moment, gdy mając zaledwie piętnaście lat, powiedział wam, że chciałby oddać całą swoją skarbonkę, by pomóc wujkowi Williamowi, który zmagał się ze skutkami udaru? Nie rozbił jej, nie trzeba było tego robić, bo wujek miał opiekę, ale liczył się sam gest – ten czysty, bezinteresowny odruch chłopca, który zapragnął oddać wszystko, co miał, by komuś innemu stało się lżej. To jest ta miłość, która nie pyta o kalkulację. To jest miłość, która odbija się w sercu Boga. To jest to, co Ben wniósł w ten świat – nie tylko swoje genialne kody, nie tylko swoje plany o „Con Chim Airlines”, ale tę gotowość oddania wszystkiego z miłości.
Ta miłość nie skończyła się 13 czerwca. Ona wciąż pracuje w tym świecie. Kiedy myślicie o tej czystej wodzie, która dzięki studni w dalekim Wietnamie płynie teraz dla ludzi spragnionych, albo o tych wszystkich cichych, ukrytych dobrych uczynkach spełnianych w jego imieniu, widzicie, że ziarno wrzucone w ziemię przynosi owoc. Ben jest teraz w tym wielkim zgromadzeniu – w „Banquet of Heaven” – tam, gdzie nie ma już żadnych trudnych testów, żadnego zmęczenia, żadnego szpitalnego łóżka. Jest w domu. Jest w ramionach Tego, który nie traci niczego, co Mu zostało dane.
A ty, Ryanie, bracie… wiem, jak bardzo tęsknisz za swoim starszym bratem, z którym dzieliłeś tyle chwil, tyle podróży, tyle wspólnych uśmiechów i marzeń o przyszłości. Nie bój się nosić w sobie tej pamięci. Twój brat patrzy na ciebie z nieba z tym swoim ciepłym uśmiechem i chce, żebyś szedł przez życie z podniesioną głową, odkrywając świat z taką samą pasją i ciekawością, jaką on w sobie nosił. Jesteście domem dla siebie nawzajem. Jesteście rodziną, którą Bóg trzyma w swoich dłoniach, nawet wtedy, gdy wydaje się wam, że te dłonie są puste.
Dzisiaj, kiedy wrócicie do domu, zróbcie jedną małą, prostą rzecz. Usiądźcie razem przy stole, zapalcie małą świecę i zamiast pozwalać, by cisza was przygniosła, opowiedzcie sobie jedną, choćby najprostszą historię o Benie. Niech to wspomnienie nie będzie powodem do rozpaczy, ale dowodem na to, że miłość jest silniejsza niż śmierć. Bóg nie zostawił was samych. On jest tą skałą i tym pasterzem, który prowadzi was przez tę dolinę. Zaufajcie Mu. Pozwólcie, by Jego pokój ogarnął wasze serca dzisiaj i przez wszystkie dni, które przed wami. Amen.
For the intentions entrusted to Ben on our prayer wall:
At the Savior’s command and formed by divine teaching, we dare to say:
Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom, i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Amen.
Niech Pan nas błogosławi, niech nas strzeże od złego i doprowadzi nas do życia wiecznego. Amen.
✝ Niech was błogosławi Bóg wszechmogący: Ojciec i Syn, i Duch Święty. Amen.