W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Niech łaska i pokój od Boga, naszego Ojca, i Pana Jezusa Chrystusa będą z wami wszystkimi.
Panie, który liczysz każdy włos na naszej głowie, zmiłuj się nad nami. Chryste, który jesteś naszym jedynym prawdziwym oparciem, zmiłuj się nad nami. Panie, który znasz każde nasze skryte cierpienie, zmiłuj się nad nami.
Pamiętacie ten moment, gdy w letnie, słoneczne popołudnie, Ben stał przed Bramą Brandenburską, w swoim ciemnym podkoszulku z grafiką, z tym swoim charakterystycznym, szerokim uśmiechem, w którym błyszczał aparat ortodontyczny? Obok niego mama i brat, Ryan. To była chwila tak zwyczajna, tak nasycona życiem, że wydawało się, iż będzie trwać w nieskończoność. Żadnej wielkiej filozofii, żadnych pytań o jutro – tylko radość bycia razem, odkrywania świata, stawiania stóp na bruku, który widział historię, podczas gdy oni pisali swoją własną, małą historię miłości. To jest ten obraz, który dzisiaj, w świetle Bożego słowa, wraca do mnie z niezwykłą jasnością: chłopak, który kochał świat, bo widział w nim ślady Bożego zamysłu.
Święty Paweł w Liście do Efezjan pisze dziś słowa, które brzmią jak kojący balsam dla duszy, która szuka sensu w tym, co wydaje się niepojęte. Mówi: „W Chrystusie zostaliśmy wybrani, przeznaczeni zgodnie z zamysłem Tego, który wszystko wykonuje zgodnie z wolą swojego postanowienia”. Pomyślcie o tym. To nie jest przypadek, to nie jest błąd w kodzie, to nie jest chaotyczny ciąg zdarzeń. To jest zamysł. Jesteśmy „pieczęcią Ducha Świętego”, który jest zadatkiem naszego dziedzictwa. Paweł przypomina nam, że nasze życie – każde, nawet to najkrótsze, nawet to, które tak szybko przeniosło się w wieczność – ma swój cel: „byśmy istnieli dla uwielbienia Jego chwały”.
Ale zanim te słowa dotrą do serca, musimy przejść przez to, co w nas autentycznie boli. Alanie, Thao, Ryanie, wiem, że od trzynastego czerwca ten świat stał się inny. Wiem, że są poranki, kiedy budzicie się i przez ułamek sekundy zapominacie, a potem rzeczywistość uderza z siłą, której nie da się opisać. Wiem, że są wieczory, kiedy cisza w domu staje się niemal fizycznym ciężarem. I wiem, że w tej ciszy rodzi się pokusa, by pytać: dlaczego? Czy mogłem coś zrobić lepiej? Czy przeoczyłem jakiś sygnał? To jest to „ukryte”, o którym mówi dziś Jezus w Ewangelii. Jezus ostrzega przed faryzejską hipokryzją, ale mówi też coś, co jest kluczem do waszego uwolnienia: „Nie ma nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw”.
Chcę wam dzisiaj powiedzieć coś, co musi wybrzmieć w tym miejscu z całą mocą: zdejmijcie z siebie ciężar winy. Choroba, która zabrała Benjamina, nie była wynikiem jakiegokolwiek waszego niedopatrzenia. Nie ma w tym Waszej winy. Bóg nie jest sędzią, który szuka błędów w waszej opiece czy miłości. Choroba to nie jest kara, to nie jest skutek jakiegoś zaniedbania. To jest tajemnica kruchości, z którą Bóg mierzy się razem z nami. Jezus, patrząc na tłumy, które tratowały się nawzajem, nie szuka winnych – On szuka serc, które potrzebują pocieszenia. On mówi: „Nie bójcie się”.
Spójrzcie na to, jak Ben żył. Był chłopcem o umyśle tak błyskotliwym, że potrafił zgłębiać tajniki chmury AWS, zanim inni nauczyli się dobrze pisać. Ale to nie jego intelekt nas dzisiaj trzyma przy życiu. To jego serce. Pamiętacie tę historię, gdy chciał oddać całą swoją skarbonkę, by pomóc wujkowi Williamowi? Nie rozbił jej, nie było to potrzebne, ale to pragnienie – to czyste, bezinteresowne „chcę oddać wszystko” – to jest obraz dziecka Bożego. To jest „owoc Ducha”, o którym mówi Paweł. Ben nie musiał przeżyć stu lat, by zrozumieć, co jest w życiu najważniejsze. On już to wiedział. On był „zapieczętowany” miłością, która nie liczy, nie kalkuluje, nie pyta o koszty.
Jezus dzisiaj mówi: „Czyż nie sprzedają pięciu wróbli za dwa asy? A przecież żaden z nich nie jest zapomniany w oczach Bożych. U was nawet włosy na głowie wszystkie są policzone”. To jest absolutne centrum wiary. Bóg nie liczy wielkich sukcesów, Bóg nie liczy lat, Bóg liczy miłość. Każde westchnienie Bena, każdy jego uśmiech, każda jego troska o Ryana, każda rozmowa o „Con Chim Airlines”, o których opowiadał z tym swoim zaraźliwym chichotem – to wszystko jest w pamięci Boga. Nic z tego nie zginęło. Nic z tego nie zostało zapomniane.
Ryanie, bracie, ty wiesz najlepiej, co znaczy mieć kogoś, kto cię rozumie bez słów. Twój brat nie odszedł w niebyt. On jest w tym „dziedzictwie”, o którym mówi Paweł. On jest częścią tego Bożego planu, który wykracza poza nasze ziemskie horyzonty. Nie bój się nosić w sobie tej radości, którą dzieliliście. Pamiętaj, że każdy twój dobry uczynek, każdy uśmiech, każda myśl o nim to jest przedłużenie życia, które on zaczął. Nie jesteś sam. Jesteś bratem, który niesie światło.
Chciałbym, abyście dzisiaj, kiedy wrócicie do domu, spróbowali zrobić jedną małą rzecz. Kiedy poczujecie ten znajomy, bolesny ciężar, nie uciekajcie od niego, ale nie pozwólcie mu siebie zdefiniować. Zatrzymajcie się na chwilę i powiedzcie w duchu: „Panie, Ty policzyłeś każdy włos na głowie mojego syna. Ty wiesz wszystko. Ty trzymasz go w swoich dłoniach, a nas w swoim sercu”. Niech to będzie wasza modlitwa. Nie szukajcie odpowiedzi w przeszłości, szukajcie obecności Boga w teraźniejszości. On jest w tym bólu, On jest w tej tęsknocie, On jest w każdej waszej łzie.
Bóg nie chce, byście żyli w lęku. „Nie bójcie się” – to nie jest pobożne życzenie, to jest polecenie Pana. Nie bójcie się żyć, nie bójcie się kochać, nie bójcie się patrzeć w przyszłość. Ben by tego chciał. On, który tak bardzo kochał życie, który tak bardzo chciał latać, teraz spogląda na was z miejsca, gdzie nie ma już żadnych „testów”, żadnych barier, żadnego bólu. On jest wolny. A wy, dzięki Jego miłości, też jesteście zaproszeni do tej wolności.
Niech wasza wiara będzie jak te „wróble” – może małe, może w oczach świata mało znaczące, ale w oczach Boga bezcenne. Niech ta świadomość, że jesteście „posiadłością Boga”, przyniesie wam pokój, który przewyższa wszelki rozum. Bądźcie pewni: Ben jest w dobrych rękach. I wy też jesteście w dobrych rękach. Niech Jego miłość, która jest silniejsza niż śmierć, otula was każdego dnia, aż do momentu, gdy znów się spotkacie, w miejscu, gdzie nie będzie już pożegnań, a tylko wieczna, niekończąca się radość. Niech tak się stanie.
For the intentions entrusted to Ben on our prayer wall:
At the Savior’s command and formed by divine teaching, we dare to say:
Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom, i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Amen.
Niech Pan nas błogosławi, niech nas strzeże od wszelkiego zła i doprowadzi nas do życia wiecznego. Amen.
✝ Niech was błogosławi Bóg wszechmogący: Ojciec i Syn, i Duch Święty. Amen.