W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Niech łaska i pokój od Boga, naszego Ojca, będą z wami wszystkimi.
Panie, zmiłuj się nad nami. Chryste, zmiłuj się nad nami. Panie, zmiłuj się nad nami.
Kohelet mówi nam dzisiaj: „Raduj się, młodzieńcze, w swojej młodości”. To brzmi jak zaproszenie do tańca, do pełnego oddechu, do patrzenia na świat z zachwytem, który jest zarezerwowany tylko dla tych, którzy mają przed sobą cały horyzont. Pamiętacie tę radość, kiedy Ben – nasz drogi Benjamin – w swoich zielonych koszulkach, z tym swoim promiennym uśmiechem, stawał przed kolejnym wyzwaniem? Pamiętacie to zdjęcie, gdzie jako mały chłopiec, w swojej niebieskiej czapce absolwenta, trzymał za rękę Ryana? W tym uśmiechu nie było cienia kalkulacji. Była czysta, nieskażona radość bycia tu i teraz.
Kohelet jednak nie zatrzymuje się na radości. Mówi o czasie, kiedy „słońce, światło, księżyc i gwiazdy zostaną zaćmione”. Mówi o dniu, kiedy „srebrny sznur się przerwie, a złota czasza się stłucze”. To są obrazy, które uderzają w nas z brutalną szczerością. Trzy miesiące temu, trzynastego czerwca, dla was, Alanie i Thao, ten srebrny sznur życia waszego syna został nagle przerwany. Świat, który był dla was domem, nagle stał się obcy. Pytacie, jak żyć, gdy „dojrzewanie migdałowca” – ten piękny czas rozkwitu Bena – nagle ustało? Jak patrzeć w niebo, w którym on tak kochał wypatrywać swoich ukochanych Boeingów, nie czując, że to niebo jest teraz puste?
Chcę wam dzisiaj powiedzieć prawdę, bo tylko w prawdzie znajdziecie oddech. Ból, który nosicie, nie jest brakiem wiary. Jest miarą waszej miłości. Ale muszę też zdjąć z waszych serc ciężar, który nie pochodzi od Boga. Choroba, z którą Ben musiał się zmierzyć, nie była karą. Nie była wynikiem waszego niedopatrzenia. Nie jest klęską waszego rodzicielstwa. Byliście dla niego całym światem, a on dla was. Bóg nie wysyła cierpienia, by nas ukarać, i nie szuka winnych w tym, co jest poza ludzką kontrolą. Nikt z was nie mógł tego przewidzieć, nikt nie mógł tego zatrzymać. Jesteście wolni od tego ciężaru winy, który czasem podstępnie próbuje się wam narzucić. Bóg nie oskarża – On płacze razem z wami. On sam wie, co to znaczy patrzeć na cierpienie własnego dziecka.
Spójrzcie na dzisiejszą Ewangelię. Jezus mówi do swoich uczniów: „Weźcie sobie głęboko do serca te słowa: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi”. Uczniowie nie rozumieli. Bali się pytać. Czuli, że zbliża się coś, co przekracza ich wyobraźnię. Jezus nie obiecuje, że droga będzie łatwa. On mówi, że droga prowadzi przez krzyż, ale krzyż nie jest końcem. To jest hinge – zawias, na którym obraca się cała nasza nadzieja. Ben, w swoim krótkim życiu, był jak mały uczeń tego Chrystusa. Jego życie, choć zakończone przedwcześnie, nie było „marnością”. Było jak kod, który Ben pisał – pełne precyzji, pełne logiki miłości, pełne piękna, które trwa w Bogu. On był jak ten chłopiec, który chciał oddać całą swoją skarbonkę, by ratować wujka. Nie musiał jej rozbijać. Liczył się gest. To była czysta, bezinteresowna miłość, która wykracza poza czas.
Ryanie, ty wiesz najlepiej, jaki był twój brat. Ty wiesz, że ta więź między wami nie została przecięta. Ona jest w Bogu. Kiedy patrzysz na te wszystkie samoloty, o których tyle rozmawialiście, nie myśl o nich jako o maszynach, które odlatują. Myśl o nich jako o obietnicy, że w Bogu wszystko jest połączone. Nie bój się żyć, nie bój się marzyć. Twój brat chce, żebyś latał wysoko. Każdy twój dzień, każdy twój sukces jest kontynuacją tego, co Ben zaczął. On jest w niebie, przy „Banquet of Heaven”, i stamtąd cię wspiera.
Alanie, Thao, nie szukajcie Bena tylko w przeszłości. On jest w „teraz” Boga. Kiedy czujecie, że ból was przygniata, pomyślcie o tym, jak Ben patrzył na was. Z taką czystą miłością, z takim zaufaniem. On nie patrzył na was przez pryzmat tego, co mogliście zrobić lepiej. On patrzył na was jak na swój dom. Ta miłość, którą mu daliście, jest teraz jego wiecznym wianem. Ona nie zniknęła. Ona jest z nim w niebie. Kiedy parzycie kawę, kiedy idziecie do pracy, róbcie to z tą świadomością, że Ben jest blisko. Niech każdy wasz gest dobroci będzie jak ten dar, który Ben chciał złożyć wujkowi – dar serca, który nie potrzebuje wielkich rzeczy, by być zauważonym przez Boga.
Nie bójcie się pytać Boga o „dlaczego”. On nie obraża się na nasze łzy. On je zbiera. On was trzyma za rękę. Nie jesteście sami. Nigdy nie byliście. Idźcie dzisiaj do domu i zróbcie jedną małą rzecz – może to będzie chwila ciszy, może spojrzenie w niebo, może uśmiech do kogoś, kto też potrzebuje nadziei. Niech to będzie wasz sposób na powiedzenie: „Ben, pamiętam. Ben, kocham. Ben, do zobaczenia”. On was kocha, a Bóg, który jest Panem czasu, trzyma was w swoich ramionach. Niech Jego pokój, który przewyższa wszelki rozum, strzeże waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie. Amen.
For the intentions entrusted to Ben on our prayer wall:
At the Savior’s command and formed by divine teaching, we dare to say:
Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom, i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Amen.
Niech Pan nas błogosławi, niech nas strzeże od wszelkiego zła i doprowadzi nas do życia wiecznego. Amen.
✝ Niech was błogosławi Bóg wszechmogący: Ojciec i Syn, i Duch Święty. Amen.