W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Niech pokój i łaska naszego Pana Jezusa Chrystusa, który zwyciężył śmierć, będą z wami wszystkimi.
Panie, który jesteś zmartwychwstaniem i życiem, zmiłuj się nad nami. Chryste, który ocierasz każdą łzę z naszych oczu, zmiłuj się nad nami. Panie, który przygotowałeś dla nas miejsce w domu Ojca, zmiłuj się nad nami.
Stajemy dziś przed tajemnicą, która jest fundamentem wszystkiego, w co wierzymy. Święty Paweł w Liście do Koryntian pisze z niezwykłą, niemal surową bezpośredniością: „Jeśli Chrystus nie został wskrzeszony, daremne jest nasze nauczanie, daremna jest również wasza wiara”. To nie jest tylko teologiczna debata. To jest kwestia życia i śmierci. To jest pytanie, które zadaje sobie każdy, kto kiedykolwiek stał nad otwartym grobem lub patrzył na puste łóżko w pokoju, który jeszcze niedawno był pełen życia. Paweł mówi nam dzisiaj, że jeśli to wszystko, co widzimy – ta ziemia, ten ból, to rozstanie – jest końcem, to jesteśmy najbardziej godni pożałowania ze wszystkich ludzi. Ale potem przychodzi to jedno, potężne zdanie, które rozdziera mrok: „Lecz teraz Chrystus powstał z martwych jako pierwszy spośród tych, co pomarli”.
Czy potraficie to sobie wyobrazić? Nie jako obraz z dalekiej przeszłości, ale jako rzeczywistość, która dzieje się teraz? Pomyślcie o Benie. Pomyślcie o tym, jak bardzo kochał niebo. Nie tylko dlatego, że był zafascynowany samolotami, nie tylko dlatego, że z taką pasją śledził trasy Boeingów, ale dlatego, że w jego naturze była jakaś niezwykła lekkość, jakaś tęsknota za tym, co wznosi się ponad horyzont. Pamiętacie, jak potrafił godzinami rozmawiać o 'con chim airlines'? To nie była tylko zabawa dziecka. To była próba nazwania tego, co w nim było najpiękniejsze: pragnienia latania, pragnienia bycia gdzieś wyżej, gdzieś dalej, gdzieś blisko Boga.
Alanie, Thao, Ryanie, minęły trzy miesiące od dnia, w którym Ben przekroczył próg wieczności. Wiem, że w waszym domu ta cisza bywa czasem tak ciężka, że wydaje się, iż nie da się jej udźwignąć. Wiem, że są takie dni, kiedy patrzycie na puste miejsce przy stole i czujecie, jakby powietrze stawało się zbyt gęste, by nim oddychać. Chcę wam dzisiaj powiedzieć coś, co musi przebić się przez każdą waszą wątpliwość: ani wy, ani Benjamin nie zawiedliście. Choroba, która dotknęła Bena, nie była karą. Nie była wynikiem waszego niedopatrzenia. Nie jest klęską waszego rodzicielstwa. Byliście dla niego całym światem. Daliście mu miłość tak silną, że nawet śmierć nie mogła jej zniszczyć. Zdejmijcie ten ciężar z ramion. Nie oskarżajcie się o to, co było poza ludzką kontrolą. Bóg was nie oskarża. On was tuli. On nie szuka winnych. On szuka waszej miłości, która wciąż jest żywa, choć Ben jest teraz w innym wymiarze.
Czasem, w nocy, wraca to pytanie: „Czy mogłem zrobić więcej? Czy mogłem wcześniej zauważyć?”. Słuchajcie mnie uważnie: Bóg nie wysyła cierpienia jako kary. Choroba jest częścią tego złamanego świata, w którym żyjemy, ale nie jest ona wyrokiem Bożym. Nie ma w tym waszej winy. Nie ma w tym błędu, który zaciążyłby na losie Bena. On był chłopcem o tak niezwykłym, delikatnym sercu, że samo to, jak kochał, było już świadectwem jego świętości. Pamiętacie tę historię, kiedy chciał oddać swoją skarbonkę, by wesprzeć wujka Williama? Nie musiał jej rozbijać, nie musiał jej opróżniać – liczył się gest. Liczyła się gotowość chłopca, który rozumiał, że posiadanie ma wartość tylko wtedy, gdy służy miłości. Ben nie był człowiekiem kalkulacji. Był człowiekiem daru.
Jezus w dzisiejszej Ewangelii podróżuje przez miasta i wioski, a towarzyszą mu kobiety, które „usługiwały Mu ze swojego mienia”. One nie były tylko świadkami Jego cudów. One były częścią Jego misji. One rozumiały, że życie z Jezusem to nie jest tylko słuchanie, to jest bycie częścią Jego rodziny. Ben teraz jest w tej rodzinie. On jest w „Banquet of Heaven”, o którym tyle razy myśleliśmy, gdy patrzyliśmy na jego życie. On nie jest „gdzieś tam”, w odległej galaktyce. On jest w Bożym „teraz”. Jest bezpieczny. Jest u siebie. A wy, idąc przez te dni, nie idziecie sami. Idziecie w Jego obecności.
Ryanie, mój drogi, twój brat kochał cię z taką prostotą i szczerością. Nie bój się żyć, nie bój się marzyć. Twoje życie jest dla Bena najpiękniejszym pomnikiem. On nie chce, żebyś był smutny. On chce, żebyś latał – tak jak sam marzył, by latać. On jest przy tobie w każdej twojej myśli, w każdym twoim sukcesie, w każdym twoim dniu. Jesteś jego bratem na zawsze. Ta więź jest silniejsza niż czas. Nie pozwól, by smutek odebrał ci prawo do radości, bo twoja radość jest echem radości Bena.
Alanie i Thao, kiedy czujecie, że ból was przygniata, pomyślcie o tym, jak Ben patrzył na was. Z miłością, z szacunkiem, z dumą. On nie patrzył na was przez pryzmat tego, co mogliście zrobić lepiej. On patrzył na was jako na swoich rodziców, jako na swój dom. Ta miłość, którą mu daliście, jest teraz jego wiecznym wianem. Ona nie wyparowała. Ona jest z nim w niebie. I kiedy wy dzisiaj, w trudzie codzienności, wykonujecie najprostsze czynności – parzycie kawę, idziecie do pracy, dbacie o dom – róbcie to z tą świadomością, że Ben jest blisko. Niech każdy wasz gest dobroci, każda chwila cierpliwości będzie jak ten olejek, który kobieta wylała na stopy Jezusa. To jest wasz sposób na bycie blisko niego.
Bóg nie chce, abyście byli więźniami własnego bólu. On chce, abyście byli wolni. „Twoja wiara cię ocaliła; idź w pokoju” – mówi Jezus. Dzisiaj te słowa są skierowane do was. Niech ten pokój, który przewyższa wszelki ludzki rozum, wejdzie w wasze serca. Niech zdejmie z was ciężar, którego nie musicie nosić. Bóg kocha Bena, Bóg kocha was, Bóg kocha waszą rodzinę. Nic, absolutnie nic nie jest w stanie was odłączyć od tej miłości.
Zróbcie dzisiaj coś małego, cichego w imieniu Bena. Może to będzie chwila ciszy, może spojrzenie w niebo, gdzie kiedyś wypatrywał swoich samolotów, może pomoc komuś, kto czuje się zagubiony. Niech to będzie wasz sposób na powiedzenie mu: „Kocham cię, Ben. Do zobaczenia”. Pamiętajcie o studni w Cà Mau, która w jego imieniu daje wodę spragnionym. To jest woda, która nie wysycha. Tak jak ta woda, tak i pamięć o nim – niech karmi życie innych. Niech będzie znakiem, że miłość, która była w nim, wciąż pracuje w świecie. Niech Bóg, który jest Panem czasu i wieczności, trzyma was za rękę. Nie jesteście sami. Nigdy nie byliście. On was kocha. Amen.
For the intentions entrusted to Ben on our prayer wall:
At the Savior’s command and formed by divine teaching, we dare to say:
Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom, i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Amen.
Niech Pan nas błogosławi, niech strzeże nas od złego i prowadzi do życia wiecznego. Amen.
✝ Niech was błogosławi Bóg wszechmogący: Ojciec i Syn, i Duch Święty. Amen.