W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Niech łaska i pokój od Boga, naszego Ojca, i od Pana Jezusa Chrystusa będą z wami wszystkimi.
Panie, który uzdrawiasz nasze zranienia, zmiłuj się nad nami. Chryste, który jesteś naszym Paschalnym Barankiem, zmiłuj się nad nami. Panie, który prowadzisz nas w swojej sprawiedliwości, zmiłuj się nad nami.
Pamiętacie, jak to jest patrzeć na dłonie, które wydają się bezużyteczne? W dzisiejszej Ewangelii spotykamy człowieka w synagodze, którego prawa ręka była uschła. To nie jest tylko obraz fizycznej niemocy. To obraz każdego z nas, gdy czujemy, że nasza zdolność do działania, do chwytania życia, do budowania przyszłości została nam odebrana. Ten człowiek stał tam, w samym centrum uwagi, podczas gdy inni – faryzeusze – obserwowali go nie z troską, lecz z chłodną kalkulacją, szukając pretekstu do oskarżenia. Jezus, widząc ich twarde serca i cierpienie tego człowieka, mówi jedno krótkie zdanie: „Wyciągnij rękę”.
Alanie, Thao, Ryanie – minęły dwa miesiące od dnia, w którym Benjamin, nasz drogi Ben, przeszedł do Domu Ojca. Wiem, że w waszym domu, w którym Benjamin tak bardzo kochał życie – swoje kody, swoje marzenia o „con chim airlines”, swoje lotnicze pasje – teraz ta cisza wydaje się czasami nie do zniesienia. Czujecie się tak, jakby wasze własne ręce, które tak bardzo chciały go trzymać, które chciały go chronić, nagle stały się bezsilne. Wiem, że w ciszy nocy, gdy wspomnienie Bena wraca z taką siłą, że trudno oddychać, pojawia się ten podstępny szept: „Czy mogłem zrobić więcej? Czy gdybym był bardziej czujny, czy gdybym zauważył wcześniej…”.
Dzisiaj, w świetle słów Jezusa, chcę wam powiedzieć coś, co musicie przyjąć jako prawdę od Boga: ani wy, ani Benjamin nie zawiedliście. Choroba nie jest karą, nie jest wynikiem waszego niedopatrzenia, nie jest klęską waszego rodzicielstwa. Byliście dla niego całym światem. Daliście mu miłość tak bezgraniczną, że stała się ona dla niego fundamentem, na którym teraz spoczywa. Bóg nie szuka winnych waszego cierpienia. On nie oskarża was o to, co było poza ludzką mocą. Nie ma takiego rodzica, który mógłby przewidzieć to, co nieprzewidywalne. Jesteście wolni od winy. Jesteście kochani. Jezus nie patrzy na was jak faryzeusze, szukając błędu. On patrzy na was z miłością, zapraszając was, byście – mimo bólu – wyciągnęli swoje ręce ku Niemu.
Benjamin był chłopcem o niezwykłym umyśle, ale to jego serce było tym, co naprawdę poruszało niebo. Pamiętacie tę historię, gdy jako piętnastolatek chciał oddać całą swoją skarbonkę, by wspomóc wujka Williama? On nie musiał jej rozbijać, nie musiał jej opróżniać – liczył się sam gest, ta gotowość do bycia oparciem dla swojego wuja. To był Ben. To był chłopiec, który rozumiał, że „miłość jest wypełnieniem Prawa”, o czym pisze dzisiaj święty Paweł. On nie potrzebował skomplikowanych przepisów, by wiedzieć, co jest ważne. On po prostu kochał. Ta jego gotowość do oddania wszystkiego, co miał, jest teraz obrazem jego duszy w niebie – duszy, która niczego nie zatrzymuje dla siebie, lecz w pełni oddaje się Bogu.
Ryanie, mój drogi, ty jesteś dla swoich rodziców najpiękniejszym znakiem życia. Twój brat kochał cię z taką prostotą, z jaką kocha się kogoś, kto jest częścią własnej duszy. Pamiętaj, że ta więź nie została przerwana. Kiedy myślisz o swoich marzeniach, kiedy budujesz swoje plany, wiedz, że Ben jest przy tobie. On nie przestał być twoim bratem. On teraz patrzy na ciebie z „Banquet of Heaven” i chce, żebyś ty był szczęśliwy. Nie bój się żyć pełnią, nie bój się marzyć, bo twoje życie jest dla niego najpiękniejszym pomnikiem. Ben żyje w każdym twoim uśmiechu.
Święty Paweł w pierwszym czytaniu mówi nam, byśmy „usunięli stary kwas” – kwas złości i przewrotności – a żyli w „przaśnym chlebie szczerości i prawdy”. To jest wezwanie do oczyszczenia serca z oskarżeń. Często, gdy cierpimy, pozwalamy, by w naszym sercu zalągł się kwas żalu do Boga lub do samych siebie. Ale Jezus, uzdrawiając rękę człowieka w synagodze, pokazuje, że Bóg nie chce naszego zniszczenia, lecz naszego uzdrowienia. On chce, abyście wyciągnęli swoje zranione ręce – te dłonie, które tak bardzo tęsknią za dotykiem Bena – i pozwolili, by On je wypełnił swoim pokojem.
Czy pamiętacie, jak Ben potrafił słuchać historii swojego taty? Jak ten genialny chłopak, który potrafił kodować skomplikowane systemy, siadał z tatą i słuchał jego zmyślonych, żartobliwych opowieści, jakby to były najważniejsze prawdy świata? To jest właśnie ta głębia, o której mówi dzisiaj Bóg. To jest umiejętność rozpoznania tego, co najważniejsze: bliskości, obecności, miłości. Ben wiedział, że nie liczy się to, co robimy, ale to, z kim jesteśmy. On był z wami całym sercem. I teraz, w niebie, jest z wami w sposób jeszcze pełniejszy. On nie jest „gdzieś tam”, On jest w tym samym Bożym „teraz”, w którym wy żyjecie.
Niech ten „lot” Benjamina do nieba będzie dla was nadzieją. On nie odleciał w nieznane. On doleciał do celu, do którego wszyscy zmierzamy. On jest w „Great Ocean” – w tym Wielkim Oceanie Bożego Miłosierdzia, którego jego imię, Đại Dương, było tylko zapowiedzią. Niech ta myśl was koi, gdy wieczorem spojrzycie w niebo. On jest bezpieczny. On czeka. A wy, idąc przez te dni, nie idziecie sami. Idziecie w Jego obecności.
Zróbcie dzisiaj coś małego w imieniu Bena. Może to będzie cichy gest dobroci, może to będzie pomoc komuś, kto czuje się zagubiony. Niech to będzie wasza „ręka”, którą wyciągacie ku drugiemu człowiekowi. Pamiętajcie o studni w Cà Mau, która w jego imieniu daje życie spragnionym. To jest woda, która nie wysycha. Tak jak ta woda, tak i pamięć o nim – niech karmi życie innych. Niech będzie znakiem, że miłość, która była w nim, wciąż pracuje w świecie. Niech Bóg, który jest Panem czasu i wieczności, trzyma was za rękę. On was nie opuścił. On jest z wami w każdym waszym „dzisiaj”. Amen.
For the intentions entrusted to Ben on our prayer wall:
At the Savior’s command and formed by divine teaching, we dare to say:
Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom, i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Amen.
Niech Pan wam błogosławi i niech was strzeże, niech rozpromieni oblicze swoje nad wami i obdarzy was pokojem. Idźcie w pokoju Chrystusa.
✝ Niech was błogosławi Bóg wszechmogący: Ojciec i Syn, i Duch Święty. Amen.