W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. W tym szczególnym dniu, gdy wspominamy świadectwo św. Jana Chrzciciela, gromadzimy się, by szukać światła w Słowie Bożym i odnaleźć pokój w Bożej obecności.
Panie, który wybierasz to, co słabe w oczach świata, zmiłuj się nad nami. Chryste, który jesteś naszą mądrością i odkupieniem, zmiłuj się nad nami. Panie, który przyjmujesz nas do swego Królestwa, zmiłuj się nad nami.
Wyobraźcie sobie przez chwilę mały, papierowy samolot, puszczony na wietrze, albo jeszcze lepiej – potężny ryk silników Boeinga 737, odrywający się od pasa startowego. Jest w tym momencie startu coś, co zapiera dech w piersiach: ta chwila, w której ziemska grawitacja przestaje mieć znaczenie, a maszyna, cięższa od powietrza, zaczyna płynąć po niebie. Dla Benjamina Vo, te maszyny nie były tylko kawałkami metalu i technologii. Były symbolem wolności, marzeń i pasji, która nie zna granic. Kiedy Benjamin opowiadał o swoich wymarzonych liniach lotniczych, które nazwał „con chim airlines” – liniami lotniczymi małego ptaszka – jego twarz rozjaśniała się tym szczególnym, radosnym uśmiechem, a z jego piersi wydobywał się ten cichy, zaraźliwy chichot, który wszyscy tak dobrze pamiętacie. „Con chim airlines”... to nie była tylko zabawa. To był obraz jego duszy, która zawsze mierzyła wyżej, dalej i głębiej.
Dzisiaj, 29 sierpnia, mija dokładnie dwa miesiące od 13 czerwca 2026 roku. Sześćdziesiąt jeden dni, odkąd Benjamin Đại Dương Vo odbył swój ostatni start – ten najważniejszy, ku wieczności. Gromadzimy się w dniu, w którym Kościół wspomina męczeństwo świętego Jana Chrzciciela. Na pierwszy rzut oka, dzisiejsza Ewangelia o śmierci Jana wydaje się być opowieścią o bezsensownej tragedii, o życiu przerwanym w sposób brutalny i niesprawiedliwy. Ale pod tą warstwą bólu kryje się prawda, która rzuca światło na życie Benjamina i na wasz ból, Alanie, Thao i Ryanie.
Zanim jednak dotkniemy nadziei, musimy stanąć w prawdzie waszego cierpienia. Dwa miesiące to czas, w którym świat zewnętrzny zaczyna oczekiwać, że „pójdziecie dalej”. Ale my wiemy, że w waszym domu cisza wciąż jest głośna. Wiemy, że puste krzesło przy stole, nieużywany kontroler do gier czy widok samolotu na niebie potrafią w ułamku sekundy przywołać falę smutku, która odbiera dech. To boli. I ten ból ma prawo być. Nie przyspieszajmy żałoby. Bóg nie patrzy na zegarek, gdy płaczecie. On płacze z wami. On widzi tę pustkę, której nie zapełnią żadne słowa. Śmierć piętnastoletniego chłopca, tak genialnego, tak pełnego życia, jest raną, która wymaga czasu, by stać się blizną.
Spójrzmy jednak na to, co mówi nam dzisiaj święty Paweł w pierwszym czytaniu. Pisze on do Koryntian: „Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, Bóg wybrał to, co słabe, aby mocnych poniżyć”. Jakże te słowa korespondują z życiem Benjamina! Świat często myśli, że wielkość mierzy się latami, władzą czy zgromadzonym majątkiem. Ale Boża logika jest inna. Bóg wybrał Benjamina – młodego chłopca, który w oczach świata mógłby uchodzić za „słabego” ze względu na wiek – by pokazać nam, czym jest prawdziwa mądrość. Benjamin, choć miał tylko piętnaście lat, posiadał mądrość, której wielu dorosłych nie zdobywa przez całe życie. Jego pasja do matematyki, jego zdolność do rozumienia sztucznej inteligencji i chmury AWS, to była tylko zewnętrzna powłoka. Prawdziwa mądrość Benjamina kryła się w jego łagodności, w jego szacunku do rodziców, w tym, jak potrafił kochać.
Chcę wam przypocząć jeden obraz, który jest niezwykle kruchy i piękny. Pamiętacie, jak Benjamin, mając 15 lat, usłyszał o chorobie swojego wujka Williama? Bez żadnego ponaglenia, z czystej potrzeby serca, przyszedł i zaoferował swoją całą skarbonkę. On jej nie rozbił, nie musiał jej opróżniać – pomoc przyszła z innej strony. Ale w tym geście „oferowania wszystkiego, co mam”, kryje się cała Ewangelia. To jest to „bohaterskie ubóstwo”, o którym mówi Paweł. Ben nie chlubił się swoją wiedzą, choć mógłby zawstydzić niejednego inżyniera. On chlubił się miłością. To była jego „con chim airlines” – miłość, która nie pyta o koszty, ale po prostu chce nieść pomoc. To była jego mądrość od Boga.
Dzisiejsza Ewangelia o Janie Chrzcicielu uczy nas jeszcze jednej trudnej rzeczy. Jan zginął w więzieniu, w samotności, przez kaprys pijanego króla i nienawiść kobiety. Po ludzku – totalna porażka. Ale w oczach Boga, Jan wypełnił swoją misję. Przygotował drogę Panu. Benjamin również, w swoim krótkim, ale intensywnym życiu, przygotował drogę dla miłości w waszych sercach. On pokazał wam, jak cieszyć się każdą chwilą – czy to na korcie do badmintona, czy podczas wspólnych podróży do Lourdes czy Watykanu. On pokazał wam, że „próbowanie jest wszystkim, co się liczy”. To zdanie Bena: „trying is all that matters”, powinno stać się waszym drogowskazem w te ciemne dni. On nie mówił, że musimy wygrywać. On mówił, że musimy wkładać serce w to, co robimy. To jest właśnie to „wybranie przez Pana”, o którym śpiewaliśmy w psalmie.
Alanie, Thao – wiem, że w waszych głowach mogą kłębić się pytania, które są najtrudniejsze dla rodziców. „Czy mogliśmy zrobić więcej? Czy coś przeoczyliśmy?”. Chcę wam dzisiaj powiedzieć z całą mocą Słowa Bożego: Nie. Choroba Benjamina, ta nagła walka, nie była wynikiem żadnego błędu, żadnego zaniedbania, żadnej winy. Kiedy uczniowie pytali Jezusa o niewidomego: „Kto zgrzeszył?”, On odpowiedział: „Ani on, ani jego rodzice”. Słyszycie to? Ani wy, ani on. Nie ma w tym żadnej kary. Jest tylko tajemnica krzyża, która jest „głupstwem dla świata”, ale dla nas jest mocą Bożą. Byliście najwspanialszymi rodzicami, jakich Ben mógł mieć. Daliście mu świat, daliście mu wiarę, daliście mu miłość, która pozwoliła mu odejść w pokoju, z uśmiechem na twarzy.
Ryanie, twój brat był twoim najlepszym przyjacielem. On patrzy teraz na ciebie z tego niebiańskiego „Banquet of Heaven”. Kiedy widzisz samolot na niebie, pomyśl, że to Ben przesyła ci sygnał. On chce, żebyś był silny, żebyś uczył się i bawił z tą samą pasją, którą on miał. On nie odszedł na zawsze – on po prostu „wystartował” wcześniej, by przygotować wam miejsce w tym porcie, gdzie nie ma już łez ani chorób.
Niezwykłym znakiem Bożej Opatrzności jest to, że dzisiaj, we wspomnienie św. Jana Chrzciciela, myślimy o studni, która powstała w Wietnamie w imieniu Benjamina. „Giếng Gioan Baotixita” – Studnia Jana Chrzciciela. Woda z tej studni w Cà Mau, która daje życie spragnionym, jest jak życie Benjamina. Choć jego ziemskie źródło biło krótko, woda miłości, którą wypuścił w świat, płynie dalej. To jest ten owoc, który trwa. To jest ta „chwała w Panu”, o której pisze Paweł. Ben nie zostawił po sobie wielkich budowli, ale zostawił studnię miłości, z której będą pić pokolenia.
Zwracam się do wszystkich, którzy słuchają tych słów – do rodziny, przyjaciół, ale i do tych, którzy niosą własne, ciężkie krzyże. Może czujecie się dzisiaj jak Jan w więzieniu – osamotnieni w swoim bólu. Pamiętajcie: Bóg patrzy z nieba, On widzi każdego z was. On nie zapomina o waszym trudzie. Nadzieja jest silniejsza niż smutek, bo nasza nadzieja ma imię: Jezus Chrystus. To On przeprowadził Jana Chrzciciela przez bramę śmierci i to On przeprowadził Benjamina.
Co możecie zabrać ze sobą, wychodząc dzisiaj z tej wspólnej modlitwy? Zabierzcie to jedno małe marzenie o „con chim airlines”. Niech ono przypomina wam, że nasze życie nie kończy się na ziemi. My wszyscy jesteśmy stworzeni do lotu.
Zróbcie dzisiaj jedną, małą rzecz w duchu Benjamina. Może to będzie uśmiech do kogoś smutnego, może chwila cierpliwości dla brata lub siostry, a może po prostu cicha modlitwa za tych, którzy cierpią na białaczkę, tak jak Ben i św. Carlo Acutis. Niech ta mała „oferta ze skarbonki” waszego serca będzie dzisiaj waszym świadectwem.
Alanie, Thao, Ryanie – trzymajcie się mocno tej prawdy: Benjamin jest bezpieczny. On nie jest już ograniczony przez chorobę czy zmęczenie. On lata najwyżej jak się da, w ramionach Ojca. I czeka na was, z tym swoim pięknym uśmiechem, gotowy, by pokazać wam całe niebo.
Benjaminie Đại Dương Vo, nasz mały pilocie wieczności, wstawiaj się za nami. Pomóż nam wierzyć, że „próbowanie jest wszystkim”, i prowadź nas bezpiecznie do portu zbawienia. Amen.
For the intentions entrusted to Ben on our prayer wall:
At the Savior’s command and formed by divine teaching, we dare to say:
Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom, i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Amen.
Niech Pan cię błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą i niech cię obdarzy swoim pokojem. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
✝ Niech was błogosławi Bóg wszechmogący: Ojciec i Syn, i Duch Święty. Amen.