W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Niech łaska i pokój od Boga, naszego Ojca, i Pana Jezusa Chrystusa będą z wami wszystkimi.
Panie, który przyszedłeś szukać tego, co zginęło, zmiłuj się nad nami. Chryste, który jesteś obecny tam, gdzie dwaj lub trzej gromadzą się w Twoje imię, zmiłuj się nad nami. Panie, który jesteś naszą nadzieją w czasie próby, zmiłuj się nad nami.
Pamiętacie, jak to jest wędrować przez lotnisko, gdy wszystkie oczy utkwione są w tablicy odlotów? Każdy szuka swojego numeru lotu, każdy czeka na ten moment, w którym bramka się otworzy i będzie można ruszyć w drogę. Dla Benjamina lotnisko nie było tylko miejscem tranzytowym. Było miejscem zachwytu. Pamiętam, jak opowiadaliście o tym, jak razem z tatą wypatrywał Boeingów 737, jak z tą swoją niezwykłą, dziecięcą pasją planował „con chim airlines”, jak każda maszyna wzbijająca się w powietrze była dla niego obietnicą czegoś większego, czegoś, co wykracza poza horyzont.
Dzisiaj, w tę dwudziestą trzecią niedzielę zwykłą, słyszymy w Ewangelii słowa, które brzmią jak wezwanie do bycia takimi właśnie uważnymi obserwatorami życia: „Gdzie dwaj lub trzej gromadzą się w imię moje, tam jestem pośród nich”. Jezus nie mówi o wielkich zgromadzeniach. Mówi o tej małej, intymnej przestrzeni, w której dwoje ludzi – czy to rodzice z dzieckiem, czy bracia, czy przyjaciele – staje przed Bogiem w prawdzie. To jest przestrzeń, w której Ben zawsze czuł się jak w domu.
Alanie, Thao, Ryanie – mija dwa miesiące od trzynastego czerwca. To czas, w którym cisza w waszym domu stała się tak gęsta, że można ją poczuć w każdym kącie. Wiem, że w tej ciszy szukacie odpowiedzi. Wiem, że w tej ciszy, gdy noc przynosi wspomnienia, czasem czujecie się jak w „samotnym locie”, w którym nie widać pasa startowego. Ale posłuchajcie dzisiejszego czytania z Księgi Ezechiela: „Synu człowieczy, ustanowiłem cię stróżem”. Bóg mówi nam, że nie jesteśmy pozostawieni sami sobie. On ustanowił nas stróżami siebie nawzajem. A co to znaczy być stróżem w obliczu straty, która wydaje się nie mieć sensu?
To znaczy przede wszystkim odrzucić fałszywe oskarżenia. Wiem, że w chwilach największego bólu, gdy serce pęka z tęsknoty, pojawia się ten podstępny szept: „Czy mogłem zrobić więcej? Czy gdybym był bardziej czujny, czy gdybym zauważył wcześniej…”. Dzisiaj, w świetle Ewangelii, chcę wam powiedzieć coś, co musicie przyjąć jako prawdę od Boga: ani wy, ani Benjamin nie zawiedliście. Choroba nie jest karą, nie jest wynikiem waszego niedopatrzenia. Byliście dla niego całym światem. Daliście mu miłość tak bezgraniczną, że stała się ona dla niego fundamentem, na którym teraz spoczywa. Bóg nie szuka winnych waszego cierpienia. On przychodzi, by być „pośrodku” waszego bólu. Nie oskarżajcie się o to, co było poza ludzką mocą. Nie ma takiego rodzica, który mógłby przewidzieć to, co nieprzewidywalne. Jesteście wolni od winy. Jesteście kochani.
Benjamin był chłopcem o niezwykłym umyśle, ale to jego serce było tym, co naprawdę poruszało niebo. Pamiętacie tę historię, gdy jako piętnastolatek chciał oddać całą swoją skarbonkę, by wspomóc wujka Williama? Nie rozbił jej, nie musiał jej opróżniać – liczył się sam gest, ta gotowość do bycia stróżem swojego wuja. To był Ben. To był chłopiec, który rozumiał, że „miłość jest wypełnieniem Prawa”, o czym pisze dzisiaj święty Paweł. On nie potrzebował skomplikowanych przepisów, by wiedzieć, co jest ważne. On po prostu kochał.
Ryanie, mój drogi, ty jesteś dla swoich rodziców najpiękniejszym znakiem życia. Twój brat kochał cię z taką prostotą, z jaką kocha się kogoś, kto jest częścią własnej duszy. Pamiętaj, że ta więź nie została przerwana. Kiedy myślisz o swoich marzeniach, kiedy budujesz swoje plany, wiedz, że Ben jest przy tobie. On nie przestał być twoim bratem. On teraz patrzy na ciebie z „Banquet of Heaven” i chce, żebyś ty był szczęśliwy. Nie bój się żyć pełnią, nie bój się marzyć, bo twoje życie jest dla niego najpiękniejszym pomnikiem. Ben żyje w każdym twoim uśmiechu.
Jezus w Ewangelii mówi o braterskim upomnieniu, o tym, jak naprawiać relacje. Ale w kontekście waszego cierpienia, te słowa mają głębszy wymiar. „Jeśli twój brat zgrzeszy przeciw tobie…”. Czasem czujemy, że życie zgrzeszyło przeciw nam, że los nas skrzywdził. Czujemy się oszukani przez czas, który został nam zabrany. Ale Jezus mówi: „Gdzie dwaj lub trzej gromadzą się w imię moje, tam jestem”. On jest obecny w waszym wspólnym płaczu, w waszym wspólnym wspominaniu Bena, w waszym wspólnym milczeniu. On nie jest daleko. On jest w samym środku tego, co najbardziej boli.
Czy pamiętacie, jak Ben potrafił słuchać historii swojego taty? Jak ten genialny chłopak, który potrafił kodować skomplikowane systemy, siadał z tatą i słuchał jego zmyślonych, żartobliwych opowieści, jakby to były najważniejsze prawdy świata? To jest właśnie ta głębia, o której mówi dzisiaj Bóg. To jest umiejętność rozpoznania tego, co najważniejsze: bliskości, obecności, miłości. Ben wiedział, że nie liczy się to, co robimy, ale to, z kim jesteśmy. On był z wami całym sercem. I teraz, w niebie, jest z wami w sposób jeszcze pełniejszy.
Niech ten „lot” Benjamina do nieba będzie dla was nadzieją. On nie odleciał w nieznane. On doleciał do celu, do którego wszyscy zmierzamy. On jest w „Great Ocean” – w tym Wielkim Oceanie Bożego Miłosierdzia, którego jego imię, Đại Dương, było tylko zapowiedzią. Niech ta myśl was koi, gdy wieczorem spojrzycie w niebo. On jest bezpieczny. On czeka. A wy, idąc przez te dni, nie idziecie sami. Idziecie w Jego obecności.
Zróbcie dzisiaj coś małego w imieniu Bena. Może to będzie cichy gest dobroci, może to będzie pomoc komuś, kto czuje się zagubiony. Niech to będzie wasza „bramka”, przez którą przepływa Boża miłość. Pamiętajcie o studni w Cà Mau, która w jego imieniu daje życie spragnionym. To jest woda, która nie wysycha. Tak jak ta woda, tak i pamięć o nim – niech karmi życie innych. Niech będzie znakiem, że miłość, która była w nim, wciąż pracuje w świecie. Niech Bóg, który jest Panem czasu i wieczności, trzyma was za rękę. On was nie opuścił. On jest z wami w każdym waszym „dzisiaj”. Amen.
For the intentions entrusted to Ben on our prayer wall:
At the Savior’s command and formed by divine teaching, we dare to say:
Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom, i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Amen.
Niech Pan was błogosławi i strzeże, niech rozpromieni swoje oblicze nad wami i obdarzy was pokojem. Idźcie w pokoju Chrystusa.
✝ Niech was błogosławi Bóg wszechmogący: Ojciec i Syn, i Duch Święty. Amen.