W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Niech łaska i pokój od Boga, naszego Ojca, będą z wami wszystkimi.
Panie, który znasz nasze słabości, zmiłuj się nad nami. Chryste, który jesteś naszą nadzieją, zmiłuj się nad nami. Panie, który prowadzisz nas do światła, zmiłuj się nad nami.
Pamiętacie, jak to jest patrzeć na jezioro, gdy tafla wody jest idealnie gładka? Można w niej przejrzeć się jak w lustrze, ale też – jeśli przyjrzymy się uważnie – widać tam głębię, która wydaje się nie mieć końca. W dzisiejszej Ewangelii Jezus stoi nad brzegiem Jeziora Genezaret. Jest wczesny poranek, rybacy kończą pracę, płuczą sieci. To obraz codzienności, która czasem bywa jałowa. Szymon mówi wprost: „Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i nic nie złowiliśmy”. To zdanie zna każdy, kto kiedykolwiek czuł, że mimo wysiłku, mimo modlitwy, mimo starań, ręce pozostają puste.
Alanie, Thao, Ryanie – minęły dwa miesiące od trzynastego czerwca. Sześćdziesiąt jeden dni. To czas, w którym ta noc „bez połowu” wydaje się trwać bez końca. Wiem, że w waszym domu ta cisza, która została po Benjaminie, jest jak to puste jezioro o świcie. Szukacie sensu, szukacie śladów, a czasem znajdujecie tylko zmęczenie. Prawda jest taka, że żałoba to nie jest proces, który można przyspieszyć; to jest czas, w którym trzeba pozwolić Bogu, by wziął naszą łódź na głębię, nawet jeśli my czujemy się zupełnie wyczerpani.
Święty Paweł w dzisiejszym czytaniu mówi coś, co może nas zaboleć, ale i wyzwolić: „Jeśli ktoś z was uważa się za mądrego w tym świecie, niech się stanie głupim, by stał się mądrym”. Świat mówi nam: mierz sukces wynikami, licz ryby w sieci, oceniaj życie długością lat. Ale Bóg patrzy inaczej. Bóg nie mierzy życia liczbą przeżytych dni, ale głębokością miłości, która w nich zamieszkała. Benjamin Vo był chłopcem, który miał genialny umysł – potrafił zgłębiać tajniki AWS, kodować gry, rozumieć świat w sposób, który dla wielu był nieosiągalny. Ale jego największą „mądrością” nie było programowanie. Było nią to, jak potrafił kochać. Pamiętacie tę historię, gdy jako piętnastolatek, słysząc o chorobie wujka Williama, bez wahania zaoferował całą swoją skarbonkę? On nie musiał jej rozbijać, to nie było potrzebne, ale sam ten gest – gotowość do oddania wszystkiego, by ulżyć cierpieniu kogoś bliskiego – to jest mądrość, którą świat nazywa „głupotą”, a Bóg nazywa świętością.
Dzisiaj, wspominając świętego Grzegorza Wielkiego, papieża, który sam doświadczył wielu trudów, przypominamy sobie, że Kościół zawsze był domem dla tych, którzy cierpią. Grzegorz uczył, że prawdziwa pokora to uznanie, iż wszystko należy do Boga. Paweł pisze: „Wszystko bowiem należy do was, czy to świat, czy życie, czy śmierć, czy rzeczy obecne, czy przyszłe: wszystko należy do was, wy zaś do Chrystusa, a Chrystus do Boga”. To jest wasza kotwica. Ben nie przestał należeć do was, a wy nie przestaliście należeć do niego, bo wszyscy – i ci tutaj, i ci w niebie – należymy do Chrystusa.
Chcę dzisiaj zdjąć z waszych serc kamień, który czasem w nocy staje się nie do zniesienia. To poczucie winy, to pytanie: „Czy mogłem zrobić więcej?”. Jezus w dzisiejszej Ewangelii nie pyta Szymona o jego błędy, nie rozlicza go z nieudanej nocy. On po prostu wchodzi do jego łodzi. Jezus nie szuka winnych waszego cierpienia. Choroba nie jest karą, nie jest wynikiem waszego zaniedbania. Byliście i jesteście wspaniałymi rodzicami. Daliście mu wszystko, co można dać: wiarę, miłość, wspólne podróże, poczucie bycia kochanym. Nie oskarżajcie się o to, co było poza ludzką mocą. Bóg was nie oskarża. On was tuli.
Ben w snach, które nawiedzają wasze serca – jak ten sen o lodach, czy ten, w którym Ben zapewniał, że wszystko przeszedł i będzie czuwał – to nie są tylko wytwory wyobraźni. To jest echo rzeczywistości, w której on już żyje. On jest w „Banquet of Heaven”, w niebiańskim bankiecie, gdzie nie ma już „con chim airlines” jako marzenia, ale gdzie on sam jest w locie, o jakim nam się nie śniło. Ryanie, mój drogi, twój brat jest przy tobie. Nie bój się żyć, nie bój się marzyć, nie bój się swoich pasji. Ben chce, żebyś ty był szczęśliwy, bo twoje szczęście jest dla niego najpiękniejszym prezentem.
Dzisiaj, gdy wyjdziecie z tego miejsca, zróbcie jedną, małą rzecz. Może to być uśmiech do kogoś, kto czuje się samotny, może to być chwila modlitwy za kogoś, kto cierpi. Niech to będzie wasza „sieć”, którą zarzucicie na głębię w imieniu Benjamina. Niech to będzie cichy znak, że jego miłość wciąż płynie przez wasze dłonie. Pamiętajcie o studni w Wietnamie, która w jego imieniu daje życie spragnionym. To jest woda, która nie wysycha. Tak jak ta woda, tak i pamięć o nim – niech karmi życie innych.
Niech Bóg, który jest Panem ziemi i nieba, da wam pokój, którego świat dać nie może. Niech was trzyma za rękę, gdy noc jest ciemna, i niech wam przypomina, że świt zawsze przychodzi. Ben jest bezpieczny. On czeka. A wy, idąc przez te dni, nie idziecie sami. Idziecie w Jego obecności. Amen.
For the intentions entrusted to Ben on our prayer wall:
At the Savior’s command and formed by divine teaching, we dare to say:
Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom, i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Amen.
Niech Pan nas błogosławi, niech nas strzeże od wszelkiego zła i doprowadzi do życia wiecznego. Idźcie w pokoju Chrystusa.
✝ Niech was błogosławi Bóg wszechmogący: Ojciec i Syn, i Duch Święty. Amen.