W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Niech łaska i pokój od Boga, naszego Ojca, i od Pana Jezusa Chrystusa będą z wami wszystkimi.
Panie, który znasz nasze serca i nasze utrapienia, zmiłuj się nad nami. Chryste, który jesteś Panem szabatów i dawcą prawdziwego odpocznienia, zmiłuj się nad nami. Panie, który ocierasz każdą łzę i prowadzisz nas do światła, zmiłuj się nad nami.
Pamiętacie, jak to jest wędrować przez pole w słoneczny dzień? Kiedy kłosy zbóż kołyszą się na wietrze, wydają się tak zwyczajne, tak dostępne. W dzisiejszej Ewangelii widzimy uczniów Jezusa, którzy przechodzą przez takie właśnie pole. Są głodni. Zaczynają więc wycierać kłosy w dłoniach, by zjeść ziarno. To gest tak prosty, tak ludzki, tak bardzo związany z samą potrzebą życia. Ale faryzeusze, patrząc na nich, nie widzą głodnych ludzi. Widzą tylko złamanie przepisów. Widzą „nie wolno”. Widzą sztywne ramy, w których próbowali zamknąć Boga.
Jezus odpowiada im, przywołując historię króla Dawida, który w swoim głodzie wszedł do domu Bożego i zjadł chleby pokładne, przeznaczone tylko dla kapłanów. Jezus mówi: „Syn Człowieczy jest panem szabatu”. To jest klucz, który otwiera dzisiejsze czytania. Prawo jest dla człowieka, a nie człowiek dla prawa. Bóg nie jest strażnikiem przepisów, który czyha na nasze potknięcia. On jest Panem życia, który przychodzi, by nas nakarmić, gdy jesteśmy głodni, i by nas podnieść, gdy upadamy.
Alanie, Thao, Ryanie – minęły dwa miesiące od trzynastego czerwca. Sześćdziesiąt jeden dni. To czas, w którym każdy z was musiał uczyć się żyć w tej nowej, trudnej rzeczywistości. Wiem, że w waszym domu, w którym Benjamin tak bardzo kochał życie – swoje kody, swoje marzenia o „con chim airlines”, swoje lotnicze pasje – teraz ta cisza wydaje się czasami nie do zniesienia. Pytania o to, dlaczego Bóg dopuścił do tego, co się stało, mogą być jak te faryzejskie oskarżenia: „Dlaczego robisz to, co nie powinno się zdarzyć?”. Ale musimy dzisiaj odrzucić te oskarżenia.
Chcę wam powiedzieć coś bardzo ważnego, co być może w ciszy nocy brzmi w waszych sercach jako wyrzut sumienia. Może myślicie: „Czy mogłem coś zrobić lepiej? Czy przeoczyłem jakiś znak? Czy jako rodzic zawiodłem?”. Słuchajcie uważnie: ani wy, ani Benjamin nie zawiedliście. Choroba nie jest karą, nie jest wynikiem waszego niedopatrzenia, nie jest klęską waszego rodzicielstwa. Byliście dla Bena całym światem. Daliście mu miłość tak wielką, że stała się ona dla niego fundamentem, na którym teraz, w „Banquet of Heaven”, spoczywa. Bóg nie szuka winnych waszego cierpienia. On szuka was, by was przytulić. Nie oskarżajcie się o to, co było poza ludzką mocą. Bóg was nie oskarża. On was kocha.
Święty Paweł w pierwszym czytaniu mówi: „Co masz, czego byś nie otrzymał? A jeśliś otrzymał, to czemu się chełpisz, tak jakbyś nie otrzymał?”. To zdanie jest wezwaniem do pokory, ale też do głębokiej wdzięczności. Benjamin był darem. Był genialnym chłopcem, którego umysł potrafił zgłębiać AWS i skomplikowaną infrastrukturę chmurową, a jednocześnie miał tak niezwykle łagodne serce. Pamiętacie tę historię, gdy jako piętnastolatek chciał oddać swoją skarbonkę, by pomóc wujkowi Williamowi? On jej nie rozbił, nie musiał jej opróżniać, ale sam ten gest – ta gotowość do oddania wszystkiego, co miał, dla drugiego człowieka – to był odblask Bożej hojności. To było serce, które już należało do nieba.
Ryanie, mój drogi, ty jesteś dla swoich rodziców najpiękniejszym znakiem życia. Ben kochał cię tak bardzo, jak tylko brat potrafi kochać brata. Pamiętaj, że ta więź nie została przerwana. Kiedy patrzysz w niebo, kiedy rozwijasz swoje pasje, wiedz, że Ben jest przy tobie. On nie przestał być twoim bratem. On teraz patrzy na ciebie z góry i chce, żebyś ty był szczęśliwy. Nie bój się żyć pełnią, bo twoje życie jest dla niego najpiękniejszym pomnikiem.
Czasem, kiedy myślę o Benjaminie, widzę go jak kogoś, kto w swoim krótkim, ale niezwykle intensywnym życiu, „jadł ziarno z kłosów” w obecności Pana. On żył pełnią, nie czekając na jutro. On wiedział, że każda chwila jest święta. Czy pamiętacie, jak potrafił się śmiać, nawet gdy było trudno? Jak wtedy w Bangkoku, gdy jadł zbyt ostre Pad Thai i mimo łez w oczach, chichotał z radości? To był Ben. To była jego siła. On nie pozwalał, by trudność go złamała. On szukał w niej życia.
Dzisiaj, gdy wychodzicie z tego kościoła, nie bierzcie ze sobą ciężaru pytań bez odpowiedzi. Weźcie ze sobą tę jedną, małą rzecz: ufność. Taką, jaką miał Ben. Zróbcie dzisiaj coś dobrego w jego imieniu, cicho, bez rozgłosu, tak jak woda płynąca z tej studni w Cà Mau, którą ufundowaliście w jego pamięci. Ta woda daje życie spragnionym, tak jak miłość Benjamina wciąż daje życie wam wszystkim. Niech ta pamięć będzie waszą siłą. Niech Bóg, który jest Panem szabatu i Panem każdej naszej łzy, trzyma was za rękę. Ben jest bezpieczny. On czeka. A wy nie idziecie przez ten czas sami. Idziecie w Jego obecności, w Jego miłości, która nigdy nie ustaje. Amen.
For the intentions entrusted to Ben on our prayer wall:
At the Savior’s command and formed by divine teaching, we dare to say:
Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom, i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Amen.
Niech Pan was błogosławi i strzeże, niech rozpromieni swoje oblicze nad wami i obdarzy was pokojem. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
✝ Niech was błogosławi Bóg wszechmogący: Ojciec i Syn, i Duch Święty. Amen.