W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Niech łaska i pokój od Boga, naszego Ojca, i Pana Jezusa Chrystusa będą z wami wszystkimi.
Panie, który jesteś naszym światłem, zmiłuj się nad nami. Chryste, który leczysz nasze ślepoty, zmiłuj się nad nami. Panie, który prowadzisz nas do domu Ojca, zmiłuj się nad nami.
Pamiętacie, jak to jest obserwować kogoś, kto z ogromną pasją przygotowuje się do czegoś, co dla niego jest najważniejszym wyzwaniem dnia? Wyobraźcie sobie Bena, gdy z niezwykłą precyzją, niemal z nabożnym skupieniem, układał swoje plany lotów czy kodował kolejne linie w swoich aplikacjach. Pamiętacie ten błysk w oku, gdy mówił o swoich projektach, o tym, jak wszystko musi do siebie pasować, jak każdy element ma swoje miejsce w wielkiej układance? Dla Bena życie nie było chaosem. Było wyścigiem, w którym dawał z siebie wszystko, nie po to, by wygrać z innymi, ale by po prostu biec najlepiej, jak potrafił.
Dzisiaj święty Paweł pisze do nas o biegu. „Run so as to win” – biegnijcie tak, abyście otrzymali nagrodę. Słyszymy w tym wezwanie do dyscypliny, do treningu, do bycia w pełni obecnym w tym, co robimy. Paweł mówi: „Nie biegnę jakby bez celu”. To zdanie brzmi jak echo życia Bena. On nie żył bez celu. On miał swoje marzenia, swoje „con chim airlines”, swoje lotnicze pasje, swoje codzienne starania, by być dobrym synem i bratem. Każdy jego dzień był przemyślany, każdy gest – jak choćby ta gotowość oddania całej swojej skarbonki, by wesprzeć wujka – był wyrazem konkretnej miłości. On nie biegł na oślep. On biegł z sercem pełnym miłości.
Alanie, Thao, Ryanie, minęły dwa miesiące od dnia, w którym Ben przekroczył próg wieczności. Wiem, że w waszym domu ta cisza bywa czasem tak ciężka, że wydaje się, iż nie da się jej udźwignąć. Wiem, że są takie dni, kiedy patrzycie na puste miejsce przy stole i czujecie, jakby świat się zatrzymał, jakby ten bieg, o którym pisze Paweł, stał się ponad wasze siły. Chcę wam dzisiaj powiedzieć: to, że czujecie ten ból, jest świadectwem tego, jak wielką miłością go otoczyliście. Nie próbujcie biec przez ten czas żałoby w samotności. Jezus jest przy was, w tym samym biegu, w tym samym zmęczeniu, w tym samym pragnieniu, by znów go zobaczyć.
Chcę dzisiaj dotknąć czegoś, co często ukrywacie w głębi serca. Wiem, że w chwilach największego smutku, gdy noc wydaje się nieskończona, przychodzi do was ten podstępny szept: „Czy mogłem zrobić coś więcej? Czy przeoczyłem jakiś znak? Czy mogłem go uchronić?”. Słuchajcie dzisiaj słów Boga: ani wy, ani Benjamin nie zawiedliście. Choroba nie jest karą, nie jest wynikiem waszego niedopatrzenia, nie jest klęską waszego rodzicielstwa. Byliście dla niego całym światem. Bóg nie szuka winnych waszego cierpienia. On nie oskarża was o to, co było poza ludzką kontrolą. Zdejmijcie ten ciężar z ramion. Jesteście wolni od winy, ukochani przez Boga, który płacze razem z wami. Nie szukajcie odpowiedzi w oskarżaniu samych siebie. Szukajcie pokoju w miłości, która już was połączyła z Benem na zawsze.
Jezus w Ewangelii pyta: „Czy może niewidomy prowadzić niewidomego?”. To pytanie jest dla nas ostrzeżeniem przed osądzaniem samych siebie. Często sami stajemy się dla siebie surowymi sędziami, szukając „źdźbła” w naszych własnych oczach, podczas gdy „belka” bólu i straty przesłania nam widok na Bożą miłość. Jezus mówi: „Usuń najpierw belkę ze swego oka”. Tą belką jest właśnie ta niszcząca myśl, że mogliście coś zmienić, że zawiedliście. Usuńcie tę myśl, odrzućcie ją w imię Jezusa. On was nie oskarża. On widzi wasze serca, które tak bardzo kochały, i to jest jedyna rzecz, która się liczy.
Ben, nasz kochany Ben, uczył nas, jak patrzeć na świat z ciekawością. Pamiętacie, jak z uśmiechem, mimo że jedzenie było dla niego za ostre, potrafił się śmiać z samego siebie? To był jego sposób na życie – przyjmował to, co przynosił dzień, z ufnością. On nie szukał winnych, on szukał radości. On nie patrzył na to, co stracił, ale na to, co dostał – na waszą miłość, na waszą obecność, na wasze wspólne podróże. On jest teraz w „Banquet of Heaven”, w miejscu, gdzie nie ma już żadnych „belek” w oku, gdzie wszystko jest jasne i przejrzyste. On widzi waszą miłość w pełnym świetle.
Ryanie, mój drogi, ty jesteś dla swoich rodziców najpiękniejszym znakiem życia. Twój brat kochał cię z taką prostotą. Pamiętaj, że ta więź nie została przerwana. Kiedy myślisz o swoich marzeniach, wiedz, że Ben jest przy tobie. On nie przestał być twoim bratem. On teraz patrzy na ciebie z nieba i chce, żebyś ty był szczęśliwy. Nie bój się żyć pełnią, bo twoje życie jest dla niego najpiękniejszym pomnikiem. Ben żyje w każdym twoim uśmiechu.
Czy pamiętacie, jak Ben potrafił słuchać historii swojego taty? Jak ten genialny chłopak, który potrafił kodować skomplikowane systemy, siadał z tatą i słuchał jego zmyślonych opowieści, jakby to były najważniejsze prawdy świata? To jest właśnie ta głębia, o której mówi dzisiaj Bóg. To jest umiejętność rozpoznania tego, co najważniejsze: bliskości, obecności, miłości. Ben wiedział, że nie liczy się to, co robimy, ale to, z kim jesteśmy. On był z wami całym sercem. I teraz, w niebie, jest z wami w sposób jeszcze pełniejszy. On nie jest „gdzieś tam”, on jest w tym samym Bożym „teraz”, w którym wy żyjecie.
Niech ten „lot” Benjamina do nieba będzie dla was nadzieją. On nie odleciał w nieznane. On doleciał do celu, do którego wszyscy zmierzamy. On jest w „Great Ocean” – w tym Wielkim Oceanie Bożego Miłosierdzia, którego jego imię, Đại Dương, było tylko zapowiedzią. Niech ta myśl was koi, gdy wieczorem spojrzycie w niebo. On jest bezpieczny. On czeka. A wy, idąc przez te dni, nie idziecie sami. Idziecie w Jego obecności.
Zróbcie dzisiaj coś małego w imieniu Bena. Może to być cichy gest dobroci, może to będzie pomoc komuś, kto czuje się zagubiony. Niech to będzie wasza „bramka”, przez którą przepływa Boża miłość. Pamiętajcie o studni w Cà Mau, która w jego imieniu daje życie spragnionym. To jest woda, która nie wysycha. Tak jak ta woda, tak i pamięć o nim – niech karmi życie innych. Niech będzie znakiem, że miłość, która była w nim, wciąż pracuje w świecie.
Nie bójcie się dzisiaj wyciągnąć swoich dłoni do Jezusa. Nawet jeśli są one drżące, nawet jeśli są puste z tęsknoty. On je wypełni. On was nie opuścił. On jest z wami w każdym waszym „dzisiaj”. Ben jest teraz w ramionach Tego, który jest Panem czasu i wieczności. Niech Jego pokój, który przewyższa wszelki umysł, strzeże waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie. Niech ten bieg, w którym uczestniczycie, będzie biegiem ku nadziei, która nigdy nie zawodzi. Amen.
For the intentions entrusted to Ben on our prayer wall:
At the Savior’s command and formed by divine teaching, we dare to say:
Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom, i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Amen.
Niech Pan nas błogosławi, niech nas strzeże od wszelkiego zła i doprowadzi do życia wiecznego. Idźcie w pokoju Chrystusa.
✝ Niech was błogosławi Bóg wszechmogący: Ojciec i Syn, i Duch Święty. Amen.