W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Niech łaska i pokój od Boga, naszego Ojca, i od Pana Jezusa Chrystusa będą z wami wszystkimi.
Panie, który jesteś światłem w naszych ciemnościach, zmiłuj się nad nami. Chryste, który jesteś nadzieją dla tych, co zasnęli, zmiłuj się nad nami. Panie, który jesteś naszym pokojem i pocieszeniem, zmiłuj się nad nami.
Wyobraźcie sobie ten moment tuż przed świtem, kiedy świat jest jeszcze pogrążony w głębokim, niemal namacalnym granacie nocy. W domu panuje cisza, taka, w której słychać każde bicie serca, a w powietrzu wisi oczekiwanie. W dzisiejszej Ewangelii Jezus opowiada o dziesięciu pannach, które czekają na oblubieńca. Wszystkie mają lampy, wszystkie są zmęczone, wszystkie zasypiają. Ale różnica – ta subtelna, decydująca różnica – kryje się w małej flaszy z oliwą, którą niektórzy zabrali, a inni zlekceważyli. To nie jest opowieść o byciu przygotowanym na egzamin czy na trudny projekt w pracy. To opowieść o tym, co trzymamy wewnątrz, kiedy wszystko inne zostaje nam odebrane.
Alanie, Thao, Ryanie… minęły cztery miesiące od dnia, gdy Benjamin, wasz ukochany syn i brat, przekroczył próg, za którym nie ma już nocy. Wiem, że wchodzicie do jego pokoju i wciąż widzicie tam ślady jego niezwykłej, technicznej pasji – te wszystkie kody, które pisał, te marzenia o „Con Chim Airlines”, które wywoływały u niego ten charakterystyczny, radosny chichot. Wiem, jak bardzo tęsknicie za tym, by po prostu usłyszeć jego „dzień dobry”, za tym, jak z uwagą słuchał opowieści swojego taty, jakby były najważniejszymi historiami świata. Szukacie go w tej ciszy i pytacie, dlaczego lampa tak młodego życia musiała zgasnąć, zanim jeszcze nastał pełny dzień.
Księga Mądrości mówi nam dzisiaj, że „Mądrość jest promienna i niewiędnąca, łatwo ją dostrzegą ci, którzy ją miłują”. Mądrość, o której czytamy, nie jest chłodną kalkulacją – to jest zdolność rozpoznania obecności Boga w samym środku życia, nawet gdy to życie jest krótkie, nawet gdy jest naznaczone bólem. Ben był chłopcem o tak niezwykłej, niemal intuicyjnej inteligencji. Rozumiał świat chmury, rozumiał zawiłości logiki, ale przede wszystkim rozumiał, co to znaczy kochać bez zastrzeżeń. Pamiętacie tę chwilę, gdy chciał oddać całą swoją skarbonkę dla wujka Williama? Nie musiał tego robić. Nie zrobił tego. Ale sam ten gest – ta gotowość, by w wieku piętnastu lat ofiarować wszystko, co się posiada, by komuś innemu było lżej – to jest właśnie ta oliwa w lampie. To jest ta czysta miłość, która nie wygasa, bo pochodzi z samego źródła.
Chciałbym dzisiaj zatrzymać się nad czymś, co wiem, że nosicie w sobie, spowite często milczeniem i bólem. Wiem, że w tych długich godzinach, kiedy zmęczenie miesza się z żalem, w waszych sercach pojawia się to ciche, dręczące oskarżenie: „Czy mogłem zrobić coś więcej? Czy gdzieś nie przeoczyliśmy jakiegoś znaku? Czy to moja wina?”. Słyszę to pytanie w zmęczonych oczach rodziców, którzy walczyli o każdy oddech swojego dziecka. Chcę wam dzisiaj powiedzieć coś z całą powagą Ewangelii: zdejmijcie ten kamień z ramion. Choroba, która dotknęła Benjamina, nie była wynikiem jakiegokolwiek waszego błędu. Nie było w tym nic, co moglibyście przewidzieć, nic, co moglibyście zmienić. Bóg nie jest sędzią, który z notesem w ręku szuka winnych w waszym cierpieniu. On jest Ojcem, który płakał razem z wami przy każdym szpitalnym łóżku, który trzymał was za rękę, gdy wy już nie mieliście siły trzymać nikogo. Jesteście niewinni. Nie oskarżajcie siebie, bo Bóg was nie oskarża. Niektóre burze przychodzą w ludzkie życie poza jakąkolwiek kontrolą, a żadna ludzka czujność nie mogła ich zatrzymać. Przyjmijcie to uwolnienie jako dar. Bóg nie szuka winy; On szuka waszego serca, by je utulić.
Święty Paweł w Liście do Tesaloniczan pisze dziś niezwykle ważne słowa: „Nie chcemy, bracia, byście trwali w niewiedzy co do tych, którzy skłaniają się ku snu, abyście się nie smucili jak pozostali, którzy nie mają nadziei”. To nie jest wezwanie do tego, by nie czuć bólu. Ból jest dowodem miłości. Ale to jest wezwanie do tego, by nie pozwalać, by ten ból stał się waszym jedynym światem. Ben nie jest „zgaszony”. On jest w Domu. On jest w „Banquet of Heaven”, o którym często rozmawialiśmy, w miejscu, gdzie nie ma już żadnych testów, żadnego zmęczenia, żadnego szpitala. Jest w ramionach Tego, który zna go lepiej niż ktokolwiek z nas. Kiedy tata śni o tym, że stoi z Benem w kolejce po lody, albo kiedy Ryan śni o wspólnej przejażdżce na roller coasterze, to nie są tylko wytwory wyobraźni. To są przebłyski rzeczywistości, która jest bardziej realna niż ta, w której teraz żyjemy.
Ryanie, bracie… wiem, jak bardzo tęsknisz. Wiem, jak pusto jest w domu bez jego śmiechu i wspólnych rozmów o samolotach. Ale niech ta pamięć o Benie będzie dla ciebie jak kompas. Twój brat był chłopcem, który nie bał się marzyć, który nie bał się być dobry. Żyj tak, jak on by chciał – z tą samą ciekawością świata, z tym samym ciepłem dla rodziców, z tą samą odwagą. Ty jesteś teraz częścią jego dziedzictwa na ziemi.
Jezus mówi w Ewangelii: „Czuwajcie”. To nie oznacza, że macie być w ciągłym napięciu. Czuwać to znaczy kochać tak, jak kochał Ben – z otwartym sercem, gotowym do ofiary, gotowym do bycia przy drugim człowieku. Ta „oliwa”, którą Ben miał w swojej lampie, to była jego czystość, jego dobroć, jego autentyczność. Ta oliwa nie spłonęła. Ona teraz płynie w tej studni w Wietnamie, która daje życie innym. Ona płynie w każdym dobrym uczynku, który robicie w jego imieniu. Ben wciąż „działa” w tym świecie, tylko w inny sposób. Jest jak ten cichy, ale stały sygnał w sieci, którego nie widzimy, ale który sprawia, że wszystko inne działa.
Nie bójcie się więc tej ciszy, która czasami was otacza. W tej ciszy, w tej „nocy”, o której mówi Jezus, On sam przychodzi. On nie przychodzi, by was sądzić za to, że jesteście zmęczeni. On przychodzi, by wlać oliwę do waszych lamp, byście mieli siłę iść dalej. Dzisiaj, kiedy wrócicie do domu, zróbcie jedną małą rzecz. Niech to będzie wspólny posiłek, podczas którego nie będziecie milczeć o Benie. Opowiedzcie sobie o jego „Con Chim Airlines”, o tym, jak się śmiał, o tym, jak bardzo was kochał. Niech to wspomnienie będzie waszym światłem. Niech to będzie wasze „tak” dla Boga, który obiecuje, że pewnego dnia, kiedy przyjdzie czas, wszyscy zasiądziemy do tego samego stołu w niebie. Tam nie będzie już żadnych rozstań, żadnych łez, żadnych pytań bez odpowiedzi. Będzie tylko radość, której nikt wam nie odbierze. Bóg jest z wami. On was trzyma. Nie jesteście sami.
For the intentions entrusted to Ben on our prayer wall:
At the Savior’s command and formed by divine teaching, we dare to say:
Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom, i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Amen.
Niech Pan wam błogosławi i niech was strzeże. Niech rozpromieni oblicze swoje nad wami i obdarzy was pokojem.
✝ Niech was błogosławi Bóg wszechmogący: Ojciec i Syn, i Duch Święty. Amen.