W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Niech łaska i pokój od Boga, naszego Ojca, który w swojej wielkiej miłości przywrócił nas do życia, będą z wami wszystkimi.
Panie, który jesteś bogaty w miłosierdzie, zmiłuj się nad nami. Chryste, który podnosisz nas z naszych upadków, zmiłuj się nad nami. Panie, który przygotowałeś dla nas miejsce w niebie, zmiłuj się nad nami.
Pamiętacie ten obraz? Ben siedzi na kanapie, a obok niego, w tej samej przestrzeni, w tym samym cieple, siedzi jego tata i młodszy brat, Ryan. Ben robi tę swoją zabawną minę, wyciąga palcami szeroki uśmiech, a wokół nich unosi się atmosfera tak zwyczajna, tak pełna domowego bezpieczeństwa, że wydaje się, iż czas powinien się w tym momencie zatrzymać. To zdjęcie nie jest tylko pamiątką – to zapis chwili, w której miłość nie potrzebowała słów, nie potrzebowała wielkich osiągnięć, nie potrzebowała niczego poza obecnością. Bycie razem było wszystkim.
Dzisiejsze czytania prowadzą nas w głąb tego, co naprawdę stanowi o wartości życia. Święty Paweł w Liście do Efezjan mówi nam coś, co brzmi jak obietnica wyryta w skale: „Bóg, który jest bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował, ożywił nas wraz z Chrystusem”. Pomyślcie o tym. To nie jest teoria. To jest rzeczywistość, w której żyjemy – nawet wtedy, gdy nasze serca są rozbite, nawet wtedy, gdy cisza w domu po trzynastym czerwca wydaje się nie do zniesienia.
Jezus w Ewangelii mówi do człowieka, który przyszedł do Niego z prośbą o podział majątku: „Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo choć ktoś ma wszystkiego w nadmiarze, życie jego nie zależy od jego mienia”. I opowiada przypowieść o człowieku, który budował większe stodoły, by pomieścić swoje skarby, myśląc, że zapewni sobie spokój na lata. Ale Bóg mówi do niego: „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy”.
Zatrzymajmy się przy tym obrazie stodoły. Często budujemy takie stodoły w naszych sercach. Budujemy je z oczekiwań, z planów na przyszłość, z marzeń o tym, jak życie powinno wyglądać za dziesięć, dwadzieścia lat. Budujemy je z lęku, który mówi nam, że jeśli tylko będziemy wystarczająco czujni, jeśli tylko będziemy mieli wszystko pod kontrolą, to nic złego się nie stanie. A potem przychodzi noc, w której życie zostaje nam „zażądane”, i stajemy wobec tajemnicy, której nie da się zamknąć w żadnej stodole.
Alanie, Thao, Ryanie… wiem, że od czterech miesięcy żyjecie w tej nocy. Wiem, że w tej ciszy, zwłaszcza gdy dom zasypia, wracają pytania, które nie dają spokoju. Wiem, że w waszych sercach czasem pojawia się ten ciężki, duszny cień pytania: „Czy mogłem zrobić więcej? Czy coś przeoczyłem? Czy gdybym był bardziej uważny, to wszystko potoczyłoby się inaczej?”. Chcę wam dzisiaj powiedzieć coś, co musi wybrzmieć z całą mocą: zdejmijcie ten ciężar z ramion. Bóg nie jest sędzią, który szuka winnych w ludzkiej kruchości. Choroba, która zabrała Benjamina, nie była wynikiem waszego niedopatrzenia. Nie ma w tym żadnej waszej winy. Nie ma żadnego zaniedbania. To nie jest kara. To jest tajemnica życia, w której Bóg nie oskarża, ale płacze razem z wami. Jesteście niewinni. Bóg nie chce, byście żyli w cieniu fałszywego oskarżenia. On was kocha takimi, jakimi jesteście – w waszym bólu, w waszej tęsknocie, w waszej miłości, która nie zna granic.
Spójrzcie na to, jak żył Ben. On nie budował stodół. On budował relacje. Pamiętacie tę historię, gdy chciał oddać całą swoją skarbonkę, by pomóc wujkowi Williamowi? Nie rozbił jej, nie było to potrzebne, ale samo to pragnienie – to czyste, bezinteresowne „chcę oddać wszystko” – to jest właśnie to, co w nas zostaje na wieczność. To jest „bycie bogatym przed Bogiem”. Ben nie kalkulował. On nie gromadził dla siebie. On był chłopcem, który potrafił z taką pasją opowiadać o swoich wymarzonych „Con Chim Airlines”, że wszyscy wokół zaczynali się śmiać. Jego życie nie składało się z posiadania, ale z dzielenia się radością, z bycia obecnym, z tej niesamowitej ciekawości, która kazała mu zgłębiać technologię, ale nigdy nie pozwoliła mu zapomnieć o tym, co najważniejsze: o miłości do rodziców i brata.
Ryanie, ty jesteś bratem, który niesie tę pamięć w szczególny sposób. Ty wiesz, co to znaczy dzielić z kimś marzenia. Nie bój się żyć, nie bój się uśmiechać. Twój brat jest przy tobie nie w tym, co zostało w „stodołach” przeszłości, ale w tym, co żyje w twoim sercu. On jest częścią twojego życia, w każdym twoim dobrym uczynku, w każdej twojej myśli. On nie jest „gdzieś tam” w dalekim niebie; on jest przy Bogu, który go stworzył na swój obraz. On jest w „Banquet of Heaven”, gdzie nie ma już żadnego lęku, żadnego bólu, żadnego „testu”, którego nie można przejść. On jest w domu.
Paweł pisze: „Jesteśmy bowiem Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów”. To jest wasze powołanie dzisiaj. Nie szukajcie odpowiedzi w tym, co było. Szukajcie Boga w tym, co jest. Bóg nie chce, byście żyli w lęku przed przyszłością. On chce, byście żyli w wolności dzieci Bożych. Kiedy poczujecie, że ból staje się nie do zniesienia, nie uciekajcie od niego, ale nie pozwólcie mu siebie zdefiniować. Zatrzymajcie się. Pomyślcie o tym, jak Ben patrzył na świat – z ciekawością, z uśmiechem, z ufnością. On jest teraz w pokoju, który przewyższa wszelki rozum. I wy też jesteście w tym pokoju zaproszeni.
Kiedy dzisiaj wrócicie do domu, spróbujcie zrobić jedną małą rzecz. Nie szukajcie odpowiedzi w przeszłości, nie szukajcie winy w tym, co było. Spójrzcie na siebie nawzajem. Alanie, Thao, Ryanie – jesteście dla siebie nawzajem największym darem. Niech każdy wasz wspólny posiłek, każda rozmowa, każde wspomnienie będzie wyrazem wdzięczności za to, że Ben był z wami. On nie odszedł w nicość. On przeszedł przez próg, za którym kiedyś wszyscy się spotkamy. A do tego czasu, żyjcie tak, jak on żył: z otwartym sercem, bez lęku, wiedząc, że cokolwiek by się nie działo, jesteście w rękach Boga, który jest bogaty w miłosierdzie. On was nie opuści. On was prowadzi. On was kocha. I to musi wam wystarczyć, by przeżyć kolejny dzień, by odnaleźć nadzieję w tym, co wydaje się beznadziejne. Niech tak się stanie.
For the intentions entrusted to Ben on our prayer wall:
At the Savior’s command and formed by divine teaching, we dare to say:
Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom, i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Amen.
Niech Pan wam błogosławi i strzeże was, niech rozpromieni swoje oblicze nad wami i obdarzy was pokojem. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.
✝ Niech was błogosławi Bóg wszechmogący: Ojciec i Syn, i Duch Święty. Amen.