W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Niech łaska i pokój od Boga, naszego Ojca, i od Pana Jezusa Chrystusa będą z wami wszystkimi.
Panie, który prowadzisz nas przez dolinę ciemności, zmiłuj się nad nami. Chryste, który ocierasz łzę z każdego oblicza, zmiłuj się nad nami. Panie, który przygotowujesz dla nas ucztę w swoim domu, zmiłuj się nad nami.
Pamiętacie ten moment, gdy Ben, z zapałem godnym młodego badacza, pochylał się nad mapą lotów, śledząc trasę samolotu, który w jego wyobraźni miał nazywać się „Con Chim Airlines”? To nie była tylko zabawa w pilotaż. To był wyraz jego duszy – duszy, która zawsze patrzyła w górę, która zawsze szukała horyzontu, która wierzyła, że świat jest ogromny i pełen możliwości. Dzisiaj, patrząc na was, na Alana, Thao i Ryana, widzę w waszych oczach ten sam horyzont, choć teraz przesłonięty mgłą, której nie da się łatwo rozproszyć. Dzisiejsze Słowo Boże zaprasza nas, byśmy spojrzeli na to, co dzieje się za tą mgłą.
Izajasz prorokuje o „górze”, na której Pan zastawi ucztę. To obraz, który w swojej prostocie jest niezwykle potężny. Wyobraźcie sobie to miejsce. Nie ma tam pośpiechu, nie ma tam lęku, nie ma tam żadnych „testów”, przez które Ben musiał przechodzić w swoim krótkim, ale tak intensywnym życiu. Izajasz mówi: „Pan Bóg otrze łzy z każdego oblicza”. To nie jest obietnica, że łzy przestaną płynąć dzisiaj – wiemy, że płyną. To obietnica, że nadejdzie czas, w którym sam Bóg, własnymi dłońmi, zdejmie z was ciężar, który nosicie od trzynastego czerwca.
Zatrzymajmy się przy obrazie „szaty weselnej” z dzisiejszej Ewangelii. Król zaprasza wszystkich: złych i dobrych. Sala jest pełna. Ale jest tam jeden człowiek bez szaty weselnej. Często interpretujemy to surowo, ale pomyślmy o tym inaczej. Szata weselna to nie nasze osiągnięcia, nie nasze GitHuby, nie nasze sukcesy w nauce czy sporcie. Szata weselna to dar łaski, który otrzymujemy od Boga. To nasze „bycie w Chrystusie”. Ben, w swojej czystości, w swojej gotowości do oddania wszystkiego, co miał – choćby tej swojej skarbonki dla wujka – był przyodziany w szatę, której nie trzeba było kupować. To była szata miłości, która jest trwalsza niż jakikolwiek kod, który napisał.
Alanie, Thao, wiem, że serce rodzica jest jak ten dom, w którym nagle zgasło światło. Wiem, że w ciszy, która zapada, gdy Ryan idzie spać, albo gdy rano budzicie się do dnia, który wydaje się nie mieć sensu, słyszycie echo śmiechu Benjamina. Chcę wam dzisiaj powiedzieć coś, co jest prawdą, której musicie się uchwycić: nie szukajcie w sobie winy. Choroba, która zabrała Benjamina, nie jest wynikiem żadnego waszego błędu. Nie jest klęską waszego rodzicielstwa. Nie przegapiliście żadnego sygnału, nie zawiedliście w żadnej trosce. Bóg nie wysyła cierpienia jako kary. On nie szuka winnych w tym, co jest poza ludzką kontrolą. Zdejmijcie ten kamień z serca – jesteście całkowicie niewinni i wolni od tego ciężaru. Bóg nie oskarża was o nic; On płacze razem z wami i trzyma was w swoich ramionach tak, jak matka trzyma swoje dziecko. Nie pozwólcie, by ten fałszywy głos winy kradł wam pokój, który Chrystus przyszedł wam dać.
Święty Paweł pisze do Filipian: „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”. To nie jest puste hasło. To jest wyznanie kogoś, kto wiedział, co to znaczy żyć w niedostatku i w obfitości. Wy dzisiaj żyjecie w niedostatku, który jest najtrudniejszy do zniesienia – w niedostatku obecności waszego syna. Ale to „wszystko mogę” oznacza, że możecie przeżyć kolejny dzień. Możecie wstać. Możecie kochać Ryana, który tak bardzo was potrzebuje. Ryanie, twój brat patrzy na ciebie z nieba z taką samą dumą, z jaką patrzył na ciebie, gdy razem odkrywaliście świat. On chce, żebyś latał wysoko. On chce, żebyś żył, żebyś się śmiał, żebyś był odważny. Każdy twój uśmiech, każda twoja chwila radości jest kontynuacją tego, co Ben zaczął.
Ben był chłopcem, który kochał życie. Pamiętacie te chwile, gdy z taką pasją opowiadał o swoich projektach? To nie zniknęło. To zostało wchłonięte przez Miłość, która jest silniejsza niż śmierć. On teraz „spotuje” samoloty w samym sercu Nieba, w miejscu, gdzie nie ma żadnych granic. Czy to nie jest paradoks, że ten, który tak marzył o lataniu, teraz „wleciał” do wieczności? Jego ciekawość, jego genialny umysł, jego zdolność do kochania – to wszystko nie wygasło. To jest żywe w Bogu.
Chciałbym, abyście dzisiaj, wychodząc z tego miejsca, zrobili jedną małą rzecz. Niech to będzie akt ufności. Może to będzie chwila, w której spojrzycie w niebo i zamiast szukać odpowiedzi, po prostu podziękujecie Bogu za to, że mieliście Bena. Niech to będzie wasz sposób na powiedzenie: „Ben, kochamy. Pamiętamy. Do zobaczenia”. Bóg, który jest Panem czasu, trzyma was w swoich ramionach. On nigdy was nie wypuści. On jest z wami w każdym oddechu, w każdym wspomnieniu, w każdym dniu, który przed wami. Niech Jego pokój, który przewyższa wszelki rozum, strzeże waszych serc i myśli. On jest waszym Ojcem, a wy jesteście Jego ukochanymi dziećmi. Niech ta nadzieja będzie waszą siłą, niech ona będzie waszym „uzbrojeniem”, które nie zawodzi, bo pochodzi od Tego, który zwyciężył śmierć. Amen.
For the intentions entrusted to Ben on our prayer wall:
At the Savior’s command and formed by divine teaching, we dare to say:
Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom, i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Amen.
Niech Pan nas błogosławi, niech nas strzeże od wszelkiego zła i doprowadzi do życia wiecznego. Idźcie w pokoju Chrystusa.
✝ Niech was błogosławi Bóg wszechmogący: Ojciec i Syn, i Duch Święty. Amen.